Zabójcza branka diabła

Zabójcza branka diabła

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział 2: Odważny nieznajomy
Autor: Aeliana Moreau
22 cze 2026
Uścisk Dominica na kierownicy zacisnął się, gdy pędził ulicami miasta, łamiąc przy tym kilka przepisów drogowych. Mandatami zajmie się później. Chciał tylko dotrzeć do domu i zasnąć; to był kolejny długi dzień w firmie, wypełniony niekończącymi się spotkaniami i papierkową robotą. Odwrócił wzrok od drogi, gdy zadzwonił telefon. Nazwisko na ekranie sprawiło, że zacisnął szczękę – to był jego asystent. Nie dzwoniłby o tej porze, gdyby nie chodziło o coś ważnego, i Dominic miał rację, co potwierdziło się zaraz po odebraniu połączenia. – Szefie, mamy problem – odezwał się głos po drugiej stronie. – W jednym z klubów… ktoś próbuje podłożyć narkotyki albo coś innego, chłopaki nie są pewni. Musisz się tym zająć. Dominic syknął z irytacją, gdy asystent skończył mówić. Dopiero co wyszedł z maratonu spotkań i jedyne, o czym marzył, to odpoczynek. – Jestem wykończony. Zadzwoń do mojego brata, niech on to załatwi! – warknął. – Szefie, próbowaliśmy, ale nie odbiera. Nie możemy się z nim skontaktować. To ważne. – Kurwa! – zaklął pod nosem i uderzył ręką w kierownicę. Sytuacja brzmiała poważnie. Jeśli się tym nie zajmą, w dłuższej perspektywie może to oznaczać kłopoty. Z westchnieniem Dominic wykonał gwałtowny skręt. – Dobra. Jadę. Zanim dotarł do klubu, był w fatalnym humorze przez korki, w których musiał stać. Zaparkował i ruszył w stronę wejścia. – Dobry wieczór, panie prezesie – przywitali go bramkarze, ale nie był w nastroju do uprzejmości. Pierwsze kroki wewnątrz klubu były jak cios w żołądek: rycząca muzyka, ocierający się o siebie ludzie, ciężki zapach alkoholu – wszystko to sprawiało, że zaczynała go boleć głowa. Miał zamiar udać się prosto do biura na zapleczu, gdy nagle na jego piersi wylądował drink. – Szlag! – syknął Dominic, wycierając marynarkę. Jego wyraz twarzy spochmurniał, gdy podniósł wzrok, a to, co zobaczył, wcale nie poprawiło mu nastroju. To była kobieta – oczywiście. Sądząc po jej wyglądzie, był pewien, że to jedna z tych, które pojawiają się w takich miejscach tylko po to, by znaleźć bogatego gacha do łóżka. Zlustrował ją wzrokiem – drobna, z długimi brązowymi włosami opadającymi na ramiona. Typ kobiety, która zawsze próbuje przyciągnąć jego uwagę. – O mój Boże, tak strasznie przepraszam – powiedziała uwodzicielskim głosem. – Może pozwolisz, że zrewanżuję się drinkiem? W normalnych okolicznościach pewnie podjąłby flirt i zagrał w jej grę, co skończyłoby się dla niej w jego łóżku, ale nie dzisiaj. – Nieważne. Po prostu… zejdź mi z drogi – wymamrotał szorstko. Zauważył, że kobieta była zaskoczona jego odrzuceniem, ale na szczęście zrozumiała aluzję i wycofała się. Przeskanował wzrokiem salę, szukając dwóch mężczyzn, którzy rzekomo mieli sprawiać kłopoty. Wyciągnął telefon i zadzwonił do asystenta, by uzyskać więcej informacji. Rozejrzał się; dudniąca muzyka działała mu na nerwy. Jego oczy omiatały zatłoczoną przestrzeń, wyławiając typowych podejrzanych – pijanych gości, nazbyt flirciarskie kobiety, mężczyzn udających bogatszych niż w rzeczywistości. I wtedy zauważył pewną kobietę. Na początku nie wyróżniała się specjalnie, siedząc cicho przy barze i stukając palcami w brzeg szklanki. Jednak było w niej coś, co przykuło jego uwagę. Wyglądała, jakby tu nie pasowała, mimo że była ubrana podobnie do innych kobiet w klubie. Jej szczupła sylwetka i długie, ciemne włosy robiły wrażenie, ale to ta nerwowa energia wokół niej sprawiła, że zawiesił na niej wzrok. Nie należała do tego świata, a jednak wydawała się zdeterminowana, by tu być. – Tak, słucham – Dominic ocknął się z rozmyślań, gdy asystent odebrał, i odwrócił wzrok od kobiety. – Co dokładnie mam tutaj zrobić? – zapytał. – Cóż, szefie, nasi ludzie… – reszta słów asystenta zlała się w szum, gdy poczuł, że ktoś na niego wpada, a kolejny drink ląduje na jego garniturze. Dominic zamarł, zaciskając szczękę i patrząc na mokrą plamę na koszuli. – Czy wy sobie, kurwa, żartujecie?! – mruknął do siebie. Jego pierwszym odruchem było warknięcie, wrzask, ale słowa uwięzły mu w gardle, gdy podniósł wzrok. Tym razem to nie była ta pierwsza kobieta. To była ona. Ta, na którą przed chwilą się gapił. Zatrzymał na niej spojrzenie. Była smukła, ale jej krągłości znajdowały się dokładnie tam, gdzie powinny. Jej twarz nie była przykryta warstwami makijażu; miała w sobie niezaprzeczalne naturalne piękno – wydatne kości policzkowe, usta jednocześnie pełne i miękkie. Hm, zastanawiał się, czy byłyby równie miękkie, gdyby je pocałował. Dominic obserwował, jak zaczyna mu się przyglądać, jakby była nim zafascynowana. Jego irytacja tylko wzrosła, a wargi wykrzywiły się w pogardzie. A już myślał, że jest inna. Była taka sama jak cała reszta. Szkoda, bo była piękna. – Ten klub jest wystarczająco duży i dobrze oświetlony, żebyś mogła widzieć, dokąd idziesz – powiedział chłodno. Przymrużył oczy, oceniając ją. – Chyba że jesteś zbyt zajęta uganianiem się za facetami, żeby to zauważyć. Kobieta zamrugała i przez sekundę Dominicowi wydawało się, że dostrzegł cień zmieszania. A więc była też dobrą aktorką. – Ale wy, głupie baby, nigdy nie nauczycie się szukać mężczyzn, którzy rzeczywiście są skłonni zapłacić parę dolarów za noc. Mała podpowiedź: oni są tam – wskazał ręką. – Słucham? – odparowała, a jej głos przebił się przez muzykę. – Nie masz prawa tak do mnie mówić – ciągnęła dalej, równie ostrym tonem jak on. Wzrok Dominica prześlizgnął się po jej sylwetce, zatrzymując się sekundę dłużej, niż zamierzał. Kurwa, ten strój był wyzywający. Nie miała innych ubrań? Jej twarz wystarczyłaby, żeby przyciągnąć facetów, nie musiała podbijać stawki takim strojem. Nagle poczuł złość na myśl o tym, że ktoś inny mógłby jej dotykać. – Oszczędź ten teatrzyk niewiniątka dla kogoś innego. Znam twój typ na tyle dobrze, by wiedzieć, po co tu jesteś. Tak jak mówiłem, faceci są tam – wskazał kciukiem na drugą stronę klubu. Jej oczy zwęziły się i przez moment myślał, że go zaatakuje. Ale zamiast tego zrobiła coś, czego się nie spodziewał. Uśmiechnęła się. – Naprawdę myślisz, że każda kobieta, która tu przychodzi, to dziwka? – zapytała cichym, jadowitym głosem. Dominic parsknął. – Nie, tylko te, które ubierają się tak jak ty – odciął się. – Kobiety twojego pokroju zawsze znajdują drogę do mężczyzn z portfelem. Tylko nie rozlej niczego więcej po drodze na górę. Te słowa zabolały go bardziej, niż chciał przyznać, i zobaczył, jak na chwilę zesztywniała, oszołomiona. Dlaczego był dla niej tak niepotrzebnie surowy? – A mężczyźni tacy jak ty myślą, że wiedzą wszystko, prawda? Ich oczy się spotkały i przez ułamek sekundy Dominic poczuł, jakby coś między nimi zaiskrzyło, ale zanim zdołał to nazwać, odwróciła się i pewnym krokiem ruszyła do baru. Wywrócił oczami. – Szefie, dobrze, że pan jest – usłyszał głos menedżera. – Złapaliście tych dwóch? – zapytał Dominic, a menedżer zaczął zdawać mu relację. – Hej – odwrócił się, gdy po pewnym czasie usłyszał za sobą głos. Zobaczył ją znów przed sobą. Tym razem miała w dłoniach dwa drinki i zanim zdążył zareagować, poczuł, jak ciecz ląduje na jego koszuli. – Co jest, do cholery?! – warknął Dominic, cofając się o krok. – Założę się, że nigdy nie spotkałeś tak szalonej dziwki jak ja – syknęła, a w oczach Dominica zapłonęła fura. Co za bezczelność! I to przy menedżerze. Zacisnął pięści; chęć złapania jej i uświadomienia jej, gdzie jest jej miejsce, była obezwładniająca. – Słuchaj, ty mała… – zaczął, ale urwał, zdając sobie sprawę, że ludzie na nich patrzą. Natychmiast przyciągnął ją do siebie, chwytając ją w talii, by nie mogła uciec. Usłyszał, jak gwałtownie wciąga powietrze i zamiera. – Gorzko tego pożałujesz – powiedział niebezpiecznie niskim głosem. – Nie wiem, za kogo się uważasz, ale jeśli myślisz, że możesz mnie obrażać przy moich ludziach i ujdzie ci to na sucho, to grubo się mylisz. Zmrużył oczy, widząc w jej spojrzeniu bunt. Nie zamierzała ustąpić. Ani o milimetr. – Myślisz, że obchodzą mnie twoje groźby? – rzuciła mu wyzwanie. – Jesteś po prostu kolejnym dupkiem, któremu wydaje się, że może traktować ludzi jak śmieci ze względu na to, kim jest. Ale wiesz co? Nie boję się ciebie. Dominicowi na ułamek sekundy zaparło dech, coś mrocznego poruszyło się w jego wnętrzu. Była irytująca – owszem – ale było w niej coś więcej. Niezaprzeczalna iskra. Coś, co mogłoby doprowadzić do morderstwa. – Powinnaś – ostrzegł ściszonym, groźnym tonem. – Aua! – krzyknął, gdy go kopnęła, zmuszając go do puszczenia jej. – Będę się bać, kiedy dasz mi powód – prychnęła, odwróciła się i odeszła, kołysząc biodrami w tłumie. Dominic stał w miejscu, odprowadzając ją wzrokiem, a jego myśli galopowały. Coś w niej – ten brak pokory, sposób, w jaki rzuciła mu wyzwanie – wytrąciło go z równowagi. Jeśli chciała powodu do strachu, to go dostanie. – Sprawdź mi jej dane, natychmiast – rozkazał menedżerowi. Każdy wchodzący do klubu musiał mieć zeskanowany dokument tożsamości, więc jej dane tam były. To jeszcze nie koniec. Ani trochę. Z głośnym wydechem Dominic zmusił się do powrotu do obowiązków. Ale wspomnienie o niej, o tym ogniu w jej oczach, nie dawało mu spokoju, sprawiając, że zastanawiał się, kim ona, do cholery, naprawdę jest. To nie miało znaczenia. Podetnie jej skrzydła i będzie patrzył, jak błaga go o litość. Potem wzrok Dominica spoczął na jego spodniach i zaklął siarczyście, widząc swoją erekcję. – Chyba sobie żartujesz!

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 2: Odważny nieznajomy – Zabójcza branka diabła | Czytaj powieści online na beletrystyka