ZIA
Przez kolejne trzy dni ból się nasilał. Krzyczałam i traciłam przytomność po godzinach znoszenia go.
Aiden uprawiał seks z Emily co drugą godzinę w ciągu dnia. To było tak, jakby karał mnie za noszenie jego znaku.
Teraz stałam przed lustrem, wpatrując się w swoje odbicie. Wyglądałam jak cień samej siebie. Moje oczy były zapadnięte, a policzki wklęsłe.
Jak na zawołanie, ból znów zaczął rozprzestrzeniać się w moim brzuchu.
Łzy popłynęły mi z oczu. Zgięłam się wpół i zwymiotowałam wszystko, co zjadłam.
Ból to nie było wszystko. Za każdym razem, gdy to robili, widziałam wizje ich intymności i słyszałam słowa czułości Aidena do Emily.
To, co łamało mnie najbardziej, to fakt, że te słowa były tymi samymi, które Aiden mówił do mnie każdej nocy, gdy się kochaliśmy.
Powtarzał naszą historię miłosną, nasze intymne chwile z inną kobietą.
Przez kolejną godzinę zwijałam się na podłodze w łazience, czekając, aż ból minie. Kiedy w końcu ustąpił, wstałam na chwiejnych nogach i wyszłam.
Podjęłam decyzję.
Nie mogłam tu siedzieć cicho i czekać, aż Aiden będzie mnie dalej torturował.
– Tara – odetchnęłam z ulgą, widząc ją siedzącą na moim łóżku.
Jej głowa była pochylona. – Luno.
– Co się... co się stało? – Nie mogłam nie zauważyć jej podłego nastroju.
– Nie podoba mi się to, co się z tobą dzieje – szepnęła i podniosła głowę.
Byłam zaskoczona, widząc łzy w jej oczach. Była partnerką Gammy Aidena i jedyną osobą, której zależało na mnie w tej watasze. Dlatego widok jej płaczu mnie zabolał.
– Mówiłaś mi, że jest nią chwilowo zauroczony z powodu więzi, prawda? Będzie dobrze. – Próbowałam ją pocieszyć, ale moje oczy napełniały się łzami tak samo jak jej.
W tym momencie obie wiedziałyśmy, że to nie jest chwilowe zauroczenie. Nawet gdyby było, nie było sposobu, by Aiden i ja mogliśmy kiedykolwiek naprawić naszą relację.
– Rodzina Emily... przyjechała tutaj – wyjawiła, zaciskając dłonie na kolanach.
– Co?
– Alfa odnalazł dla niej rodzinę Emily – powtórzyła Tara.
– Och. – Nie wiedziałam, jak się z tym czuć. – Czy to nie dobrze? Może powstrzymają ją przed uganianiem się za Aidenem i sprawią, że zrozumie, iż jest zajęty.
– Alfa przyjął ich do Watahy. – Westchnęła. – Zatrzymali się w starej rezydencji Alfy.
– Co? – Zmarszczyłam brwi.
To był dom mojego ojca.
– Alfa oddał im ten dom. Od teraz ojciec Emily będzie służył mu jako doradca.
Ta wiadomość była jak policzek. Moje usta zadrżały. Nie mogłam oderwać wzroku od Tary, zastanawiając się, czy wciąż tkwię w koszmarze.
– Oddał rodzinie swojej kochanki... mój dom? – Moje oczy zapiekły.
– Właśnie się dowiedziałam i...
Nie czekałam, by usłyszeć, co miała do powiedzenia. Nie było mowy, żeby zostali w moim domu.
Po trzech dniach wyszłam z pokoju i domu watahy. Jack, były Beta mojego Taty, a teraz Beta Aidena, był zaskoczony moim widokiem.
– Zabierz mnie do starej Rezydencji Alfy – rozkazałam, zajmując miejsce na tylnym siedzeniu.
– Przykro mi, Luno, ale Alfa rozkazał mi trzymać cię wewnątrz Domu Watahy. – Otworzył drzwi i lekko się nachylił.
– Jack! – syknęłam. – Jesteś moim Betą. To ja jestem twoją Alfą, nie on.
Aiden osiągnął nowe dno. Z każdą mijającą chwilą traciłam do niego uczucie. Wraz z nim znikał też szacunek, pozostawiając narastające poczucie bólu serca.
Jack stał tam i zastanawiał się przez chwilę. Byłam zszokowana nagłą zmianą w jego zachowaniu.
Ale ku mojej uldze, kiwnął głową i zajął miejsce kierowcy.
– Nie zabrał cię ze sobą na Zebranie Rady? – zapytałam, gdy wyjeżdżał samochodem z podjazdu.
– Alfa... właściwie mnie zdegradował – szepnął Jack.
– Zdegradował cię?
– Tak, Luno. Nie jestem już Betą. Jestem teraz Gammą – dodał cicho.
Zauważyłam, że jego knykcie zbielały, i odwróciłam wzrok. Moje myśli pędziły.
– Kto teraz jest Betą? – zastanawiałam się.
– James Crusher. – Jack spojrzał na mnie w lusterku wstecznym.
Zamilkłam z wrażenia. Nazwiska nie mogły być zbiegiem okoliczności.
– Czy on jest...
– Bratem Emily? Tak, Luno. – Jack kiwnął głową.
Szok odebrał mi mowę. Moja wilczyca, Jessie, zawarczała w mojej głowie, prosząc, bym pozwoliła jej rozerwać wszystkich na strzępy. Ale odepchnęłam ją.
Nie mogłam sobie pozwolić na zepsucie wszystkiego. Musiałam odzyskać kontrolę nad moją watahą i znaleźć sposób na obejście przepowiedni, zanim spróbuję czegoś pochopnego.
– Jesteśmy na miejscu, Luno – oznajmił Jack.
Wysiadłam z samochodu na ciężkich nogach i podeszłam do głównych drzwi. Dobra twarz mojego ojca mignęła mi przed oczami, gdy mówił mi, bym była ostrożna i nie dała się skrzywdzić.
Gdyby tu dzisiaj był, zabiłby Aidena za to, że tak mnie rani.
Potrząsnęłam głową i zadzwoniłam dzwonkiem. To było niezręczne, czekać pod własnym domem.
Drzwi otworzyła dziewczyna, która wyglądała na dwudziestolatkę. Miała na sobie krzykliwą, różową, krótką sukienkę w środku dnia i odrzuciła włosy, gdy na nią spojrzałam.
– Czego chcesz? – warknęła.
Zamrugałam, zaskoczona jej wrogim tonem. Może nie wiedziała.
– Jestem...
– Tą suką, która stoi na drodze mojej siostrze? – Uśmiechnęła się z wyższością, przerywając mi.
Moje oczy błysnęły. – Ostrożnie.
Zamiast się przestraszyć, zachichotała. – Albo co? Uderzysz mnie?
Zacisnęłam dłonie w pięści.
– Ale... jeśli mnie uderzysz, czy nie zostaniesz wyrzucona z Watahy? W końcu jestem siostrą przeznaczonej partnerki Alfy. – Zrobiła groźny krok w moją stronę i dźgnęła mnie w ramię. – Więc sugeruję się wynosić, Suko! Wracaj do swojej dziury i nigdy więcej się tu nie pokazuj.
Nie mogłam powstrzymać śmiechu niedowierzania. – Zakładałam, że rodzina Emily będzie niewinna.
– Oczywiście, że jesteśmy niewinni. To ty jesteś tą trzecią w związku naszej córki z Alfą! – Starsza kobieta pojawiła się za dziewczyną i warknęła.
– Jestem Luną tej Watahy! Jak śmiecie kłapać dziobami, stojąc w moim domu? – syknęłam.
Obelgi wyczerpały moją cierpliwość. Chciałam ich tylko rozerwać na strzępy, jednego po drugim, i pokazać im, z kim zadzierają.
– Twoim domu? – Dziewczyna zarechotała. – Och, nie żartuj, Suko! Alfa jest właścicielem tego domu i tej watahy. Jesteś tylko nikim, kto się go czepia.
– Tak, więc wracaj tam, skąd przyszłaś, i zostaw nas w spokoju – wrzasnęła druga kobieta i zatrzasnęła mi drzwi przed nosem.
W uszach mi dzwoniło. Stałam tam, wpatrując się w zamknięte drzwi. Moje oczy zmieniały kolor z zielonego na złoty i z powrotem na zielony.
Parskając, odwróciłam się i wróciłam do samochodu. Nie mogłam już siedzieć cicho. Aiden przejmował pełną kontrolę nad Watahą i podejmował decyzje beze mnie. Musiałam odzyskać kontrolę i dać Aidenowi do zrozumienia, że nie może tak postępować.
Jack stał obok samochodu ze spuszczoną głową i czerwieniejącymi uszami.
Poczucie zażenowania rosło, uniemożliwiając mi spojrzenie mu w oczy.
– Popełniłaś błąd, Luno – wymamrotał Jack. – Nigdy nie powinnaś była ufać swojemu mężowi i oddawać mu wszystkiego, co należało do ciebie. Teraz jesteśmy nikim w tej watasze, bo mu zaufałaś.
– Zaufaj mi po raz ostatni, Jack. Wiem, co zrobić, żeby wyciągnąć nas z tej sytuacji – szepnęłam, kiwając głową do samej siebie.
Jack westchnął i otworzył mi drzwi. Wślizgnęłam się do środka, natychmiast wyciągając telefon, by zadzwonić do Aidena po raz ostatni.
Zgodnie z oczekiwaniami, nie odebrał, tak jak wiele razy wcześniej. Rozłączyłam się i spojrzałam na Jacka.
– Jack, czas, abyśmy udali się na Zebranie Rady jako Luna i Beta Watahy Srebrnej Tarczy.
















