ZIA
Deszcz zaczął padać dokładnie w chwili, gdy trumna była opuszczana do grobu. Nikt się nie poruszył. Ostatni akt szacunku musiał zostać dopełniony. Jeden po drugim podchodzili do przodu, rzucając garść błota do dołu, po czym cofali się w milczeniu.
Wtedy zjawił się Maximus. Nie powiedział ani słowa. Wystąpił naprzód, pozwolił garści błota wyślizgnąć się z palców i odwrócił się. Odszedł tak cich
















