MAXIMUS
– Twoja partnerka? Luna Aidena? – Aaron, mój Beta, parsknął śmiechem.
– To cię bawi? – Przeskanowałem stronę starożytnej księgi leżącej przede mną, zamiast na niego spojrzeć.
– A nie powinno mnie to bawić? Wybranka naszego bratanka jest twoją Luną. – Zachichotał ponownie.
Kręcąc głową, skupiłem się na tekście, który próbowałem rozszyfrować. Jednak mój umysł wciąż uciekał do tej małej... partnerki.
Moje usta wciąż mrowiły od jej smaku i dotyku. Każda komórka w moim ciele i mój wilk chcieli, bym popędził z powrotem, by mogła dokończyć tam, gdzie przerwała, zostawiając mnie pragnącego jej więcej.
Co za czelność!
Nikt nigdy nie odważył się stanąć przede mną, a ona wspięła się na moje kolana i zaczęła całować, jakby rościła sobie do mnie prawa. To nie w porządku. Powinienem uznać to za irytujące i ją ukarać.
Ale myśl o karze nie obejmowała lochów ani batów. Mając ją w głowie, moje myśli o karze dryfowały do sypialni, do czerwonego tyłka i mojej wymierzającej klapsy dłoni.
Złapałem się na tym i otrząsnąłem z tych nieprzyzwoitych myśli.
– Wierzysz w to, co powiedział ci Aiden? Myślisz, że poślizgnęła się i spadła ze schodów? – Aaron pociągnął nosem i usiadł prosto, gdy zdał sobie sprawę, że nie jestem w dobrym nastroju.
– Jeśli znęca się nad swoją Luną, przetrącę mu kręgosłup – syknąłem, a mój wilk zamruczał z zachwytu.
Powinienem był to zrobić w chwili, gdy moje oczy padły na jej delikatne ciało leżące w kałuży krwi.
– Jeśli się nad tym zastanowić... – Aaron zawiesił głos.
– Mów.
– Cóż, potrzebujesz dziecka, Alfo. – Westchnął. – Jeśli Aiden nie traktuje Zii dobrze, powinieneś skłonić ją do odrzucenia go. Możesz mieć z nią dziecko i sprawić, że starszyzna da ci spokój.
– Chcesz, żebym jej użył? – Uniosłem brew i posłałem mu mordercze spojrzenie. Pomysł wykorzystania tej zadziornej małej sprawił, że krew się we mnie zagotowała.
– Będzie jej lepiej z tobą. Ty nigdy jej nie skrzywdzisz, Max. – Głos Aarona złagodniał.
– Nigdy jej nie skrzywdzę? – Uśmiechnąłem się sarkastycznie. – Zapominasz o mojej klątwie?
Westchnął i przeniósł wzrok na ścianę. Nie miał odpowiedzi.
Przewróciłem oczami i znów zacząłem studiować starożytny tekst. Lata po latach skanowania ksiąg i informacji, a wciąż nie znalazłem lekarstwa na moją klątwę.
To było tak, jakby Bogini Księżyca chciała, bym cierpiał w samotności przez wieczność. To musiała być kara za zbrodnie moich przodków.
Coś ścisnęło mnie w moim zimnym sercu, gdy pomyślałem o uśmiechniętej twarzy Zii i jej podekscytowanej ofercie. Chciała odrzucić Aidena dla mnie, nie dbając o konsekwencje. Musiała myśleć, że może na mnie polegać, ale się... myliła.
– Powiedz jej o swojej klątwie i o tym, czego od niej potrzebujesz. Zrozumie, Max. – Kiedy Aaron odezwał się po chwili, jego głos wciąż był łagodny.
– Żadna dziewczyna nie zasługuje na takiego mężczyznę jak ja. Dlatego będzie szczęśliwsza z Aidenem. On może dać jej wszystko, czego ja nie mogę – mruknąłem, czując gniew i ból narastające w sercu.
Aaron opadł na krzesło i spojrzał na mnie wilkiem. – Może ta informacja zmieni twoje zdanie.
– Jaka informacja? – Nadstawiłem uszu.
Aaron uśmiechnął się leniwie. – Aiden ma kochankę. Przywiózł ją ze sobą na zebranie Rady zamiast Zii. Słyszałem, że... to jego przeznaczona partnerka i planuje wkrótce uczynić ją swoją Luną. Jak myślisz, gdzie wtedy skończy Zia?
Niski warkot przetoczył się przez moją klatkę piersiową. – Czy on nie pamięta, że rządzi też watahą Zii?
– Najwyraźniej nie. Zabrał jej wszystko, a teraz nie obchodzi go, co się stanie. – Aaron wzruszył ramionami nonszalancko.
Trzasnąłem książką o biurko. Zadrżała pod moim uściskiem, gdy wstałem i pochyliłem się.
– Wezwij tu tego bękarta natychmiast. Muszę z nim zamienić słowo. – A przy okazji mogę po prostu skręcić mu kark i ukryć ciało w rowie.
– Czemu nie? – Aaron zachichotał i wstał ze swojego miejsca.
Moje nozdrza falowały. Ten idiota próbował przejąć kolejną watahę nielegalnie, nie pytając o moje pozwolenie ani o pozwolenie Zii.
Jakby usłyszała, że o niej myślę, zapach jaśminu wypełnił moje biuro. Ślinka napłynęła mi do ust, a moje mięśnie napięły się na samą myśl o tym, że znów jest blisko mnie.
Mógłbym traktować ją jak Królową, dać jej wszystko, czego pragnęła na tym świecie, gdybym tylko nie był przeklęty.
Drzwi do mojego biura otworzyły się i jej głowa wsunęła się do środka. Nasze oczy się spotkały, a ona uśmiechnęła się tak promiennie, że moje serce zaczęło bić szybciej.
– Pukać. – Zmarszczyłem brwi, maskując moją reakcję na jej obecność.
Jej nos zmarszczył się na chłód w moim głosie. Zamknęła drzwi, zapukała – a raczej załomotała w nie – i otworzyła je ponownie.
– Zadowolony, partnerze? – Uśmiechnęła się znowu.
Moje usta drgnęły, ale utrzymałem swoje reakcje pod kontrolą. Mój wilk wył w mojej głowie, zdesperowany, by wydostać się na zewnątrz, przycisnąć ją do biurka i wziąć, co swoje.
Ale ona nie zasłużyła na tę wrogość.
– Czego chcesz? – Zamrugałem, czekając, aż podejdzie bliżej.
Podchwyciła sygnał, zamknęła drzwi ponownie i podeszła do mojego biurka. Moje oczy błądziły po białej sukience, którą miała na sobie, zatrzymując się nieco dłużej na jej bladych nogach, a potem na ustach.
Moje uszy zapłonęły, gdy złapałem się na wpatrywaniu w te soczyste usta.
– Układu. – Zia zatrzymała się po drugiej stronie biurka.
Miałem niezaprzeczalną ochotę przewrócić biurko i wciągnąć ją w ramiona, ale wyprostowałem się, by spojrzeć jej w oczy. – Jakiego układu?
– Słyszałam coś interesującego. – Klasnęła w dłonie z ekscytacją, wzbudzając we mnie podejrzenia co do jej intencji.
– Czy ty nie...
– Słyszałam, że Starszyzna nęka cię o dziecko. – Jej oczy błyszczały jak u anioła, ale gdy jej słowa dotarły do mnie, moje oczy się zwęziły.
– To jest moment, w którym rozumiesz aluzję i znikasz – zachrypiałem.
– Ale lubię cię zbyt bardzo, żeby to zrobić. Odkąd cię zobaczyłam, nie mogę myśleć o nikim innym, więc zamierzam...
Byłem przy niej, zanim zdążyłem się powstrzymać. Moja dłoń zacisnęła się wokół jej szyi, uścisk był delikatny, a moja twarz znów zbliżyła się do jej ust.
– Nie pogrywaj ze mną, Maleńka – szepnąłem, a mój wzrok przyciągnęło mignięcie jej różowego języka.
Moje mięśnie naprężyły się pod koszulą.
– Mogę dać ci dziecko, Królu Alf. Dziecko urodzone przez twoją partnerkę będzie potężne i zdrowe – odetchnęła, drżąc pod moim dotykiem.
Moja głowa stawała się zamglona, gdy czułem jej puls pod moim uściskiem. Jej serce waliło w piersi.
– W zamian uczyń mnie swoją partnerką i odzyskaj dla mnie moją watahę od Aidena. – Jej dłonie sięgnęły mojej koszuli.
Puściłem ją i cofnąłem się. – Brzmi jak strata dla mnie. Chcesz, żebym sparował się z Luną mojego bratanka, zdenerwował moją rodzinę i walczył za ciebie w zamian za co? Dziecko? – Pomysł był zbyt, kurwa, kuszący. Mogłem wyobrazić ją sobie pode mną, w moim łóżku, ale musiałem odepchnąć ten obraz.
Podeszła bliżej i chwyciła mój kołnierz, sprawiając, że moje usta znów drgnęły. Czelność tej małej dziewczynki bawiła mnie bez końca.
– Oferuję ci moją lojalność, moje oddanie, dziecko i samą siebie. To nie jest strata dla ciebie, Maximusie. Możemy nawet podpisać kontrakt, jeśli chcesz. Miej wszystko na piśmie, więc jeśli nie dam ci dziecka w ciągu, powiedzmy, roku, możesz się mnie pozbyć – wyszeptała uwodzicielsko.
– Kontrakt, co? – Chwyciłem ją w talii i przyciągnąłem do swojej klatki piersiowej. – Dlaczego najpierw nie dasz mi demo swojej oferty?
Zszokowała mnie swoim kolejnym ruchem.
















