ZIA
Żołądek mi się ścisnął, gdy na chwilę odzyskałam jasność umysłu. – ...albo co?
– Albo umrzesz. Albo to zaakceptujesz, albo umrzesz bolesną śmiercią. – Jego głos opadł.
Zrozumiałam, o czym mówił. Mimo to, moje ciało nadal bolało i pulsowało dla niego.
– Więc niech się dzieje. Na razie... po prostu potrzebuję, żebyś mnie przeleciał, Maximusie. Możemy...
– Nie. – Odmówił szorstko i postawił mnie
















