MAXIMUS
Zia próbowała cofnąć stopę, ale trzymałem ją mocno za kostkę. Jej skóra pod moimi palcami była ciepła.
– Leż spokojnie – rozkazałem, a mój głos przypominał cichy warkot.
Nie musiałem go podnosić. Wiedziała, że lepiej mi się nie sprzeciwiać, gdy tak mówię.
Zmierzyła mnie wściekłym wzrokiem, a jej pierś unosiła się i opadała szybko. Bunt w jej oczach był jak płomień – migotał, ale nie gasł.
















