ZIA
Jazda samochodem z powrotem do Watahy wydawała się powolnym zejściem w otchłań rozpaczy. Aaron prowadził, pewnie trzymając ręce na kierownicy.
Gapiłam się przez okno, obserwując zamazujące się drzewa, ich kształty zniekształcone, zupełnie jak moja rzeczywistość.
Otaczała nas cisza, ciężka i duszna. Czułam obecność Aarona obok mnie, jego napięcie było namacalne, a jednak milczał.
Co działo się
















