ZIA
W jednej chwili dom zmienił się w pogrążony w chaosie dom wariatów. Uśmiechnęłam się z pogardą, goniąc tę słabeuszkę i dopadając ją na pierwszym stopniu schodów.
Złapałam ją za kostkę i pociągnęłam w dół. Jej twarz uderzyła o stopnie. Brutalne uderzenie sprawiło, że krew trysnęła z jej nosa i ust.
– Lu... Luna... – krzyknęła, wierzgając nogami, by uciec.
Zabawne było to, że wiedziała, iż siłow
















