ZIA
– Zia – wydyszał Aiden.
Jego głos uderzył we mnie jak bicz, ostry i przecinający mgłę zasnuwającą mój umysł.
Zamarłam, moje dłonie wciąż drżały na szerokich ramionach Maximusa. Panika wezbrała we mnie, gdy próbowałam go odepchnąć, ale Maximus ani drgnął. Jego uścisk zacieśnił się, a usta napierały mocniej na moje.
– Puść mnie – wyszeptałam, bez tchu i gorączkowo, ale Maximus nie słuchał.
Zamia
















