**Vanya
Rzeka płynęła łagodnie, a jej spokojny szmer służył za tło dla mojej rosnącej frustracji. Siedziałam na brzegu rzeki, czując się całkowicie zrzędliwie i nie w sosie. Ciężar odpowiedzialności ciążył mi na ramionach, a nieustanne wymagania związane z moimi obowiązkami zaczynały zbierać żniwo. Z każdym dniem wydawało się, że jedność stada wymyka się nam z rąk, pękając na fragmenty, które groz








