**Vanya**
Fałszywy uśmiech wciąż płonął na moich ustach, ciągnąc mój nastrój jeszcze bardziej w dół niczym widmowy ciężar. Vance zniknął, pochłonięty przez cienie korytarza, zostawiając mnie zupełnie samą na zimnej marmurowej podłodze. Wycofałam się do przypisanego mi pokoju i przekręciłam zamek, pozwalając, by fałszywy wyraz zniknął z mojej twarzy. Ciężka cisza Domu Watahy naciskała na moje bęben








