**Vanya**
Gałęzie chłostały moje ramiona i twarz, gdy przedzierałam się przez gęste zarośla. Ciasna, modna sukienka zahaczała o każdy zabłąkany cierń i złamaną gałąź, krępując moje kroki. Już wcześniej, w pobliżu terenów zamkowych, zrzuciłam szpilki, wybierając sprint boso po wilgotnej ziemi, ale materiał sukni stanowił gigantyczne obciążenie. Wydając z siebie sfrustrowane chrząknięcie, złapałam r








