**Vanya**
Utrzymywałam równe tempo, zmuszając stopy, by niosły mnie z dala od dziedzińca. Obraz wykrzywionego, ukrytego w cieniu uśmiechu Colette wypalił się w moim umyśle, zsyłając zimny dreszcz grozy wzdłuż kręgosłupa, ale zepchnęłam ten strach w głąb siebie. Moje buty uderzały w gruntową ścieżkę prowadzącą do ośrodka szkoleniowego wojowników, a rytmiczny chrzęst żwiru przywracał mnie do rzeczyw








