**Vanya
Łagodne promienie słońca przenikały przez gęste korony drzew, rzucając ciepły, złocisty blask na spokojny las. Był to ulotny moment wyciszenia, chwila wytchnienia od ciężaru naszych zmartwień. Kaelen, Jace i ja pławiliśmy się w tej ciszy, a nasz śmiech mieszał się z szeptem wiatru i delikatnym szelestem liści. Ale nasza krótka przerwa została brutalnie zrujnowana przez przeraźliwy skowyt,








