Hazel
Powietrze znieruchomiało. Wydawało się, że zszokowałam ją, bo burza gwałtownie ustała, a my z powrotem znalazłyśmy się na polanie. Światło w jej naszyjniku przygasło, gdy wpatrywała się we mnie. Spuściła wzrok, a potem znów na mnie spojrzała.
– Tego właśnie pragnęła dla ciebie twoja matka – powiedziała.
Drgnęłam. Coś w głębi mojego umysłu krzyknęło z protestem.
– Po to się urodziłaś, Haze
















