Kupiona przez Bliźniacze Bestie

Kupiona przez Bliźniacze Bestie

Autor: Caspian Vane

Kumpel
Autor: Caspian Vane
30 lip 2026
POV: Hazel Dusząca ciemność poruszającego się bagażnika uciskała moją klatkę piersiową niczym fizyczny ciężar. Rozpaczliwie walczyłam o choćby jeden oddech zatęchłego powietrza, ale szorstki knebel wepchnięty głęboko w usta blokował mi drogi oddechowe. Pojazd wjechał w głęboką koleinę na drodze, podrzucając moje kruche ciało do góry. Moje ramię uderzyło mocno o sztywny metalowy dach, zanim z powrotem opadłam na twarde deski podłogi. Moje stawy bolały, krzycząc z protestu z powodu niewygodnego kąta, pod jakim związane były moje nadgarstki. Moje wargi drżały na szorstkiej, poplamionej brudem tkaninie knebla. Gorące łzy spływały po moich policzkach, wycinając mokre ścieżki w brudzie na mojej twarzy, gdy panika drapała mnie w gardło. Druzgocąca rzeczywistość mojej sytuacji opadła na mnie jak ciężki zimowy całun. Moja przybrana rodzina nigdy nie dbała o mnie ani przez jedną sekundę mojego żałosnego życia. Spędziłam dzieciństwo szorując ich podłogi, gotując im posiłki i trzymając głowę spuszczoną w naiwnej nadziei, że zasłużę na choćby strzęp uczucia. Zamiast tego traktowali mnie jak inwentarz. Teraz, w dniu moich osiemnastych urodzin, byłam zamknięta w metalowej klatce, wywożona na drugi koniec miasta, by zostać sprzedana komukolwiek, kto miał wystarczająco dużo gotówki na pokrycie ich długów. Agonalna jazda ciągnęła się przez to, co wydawało się godzinami. Każdy wybój obijał moje żebra. Każdy ostry zakręt posyłał mnie sunącą bezradnie po szorstkiej, pachnącej benzyną wykładzinie bagażnika. Właśnie gdy brak tlenu przyprawił mnie o zawrót głowy, a czarne plamy zaczęły tańczyć przed moimi oczami, samochód w końcu z piskiem opon się zatrzymał. Silnik zgasł. Drzwi samochodu trzasnęły głucho. Ciężkie kroki zazgrzytały na żwirze, zbliżając się do tyłu pojazdu. Zatrzask bagażnika odskoczył. Ostre, oślepiające światło garażu zalało mój wzrok, zmuszając mnie do zamknięcia oczu. Próbowałam wciągnąć w płuca świeże powietrze, ale zanim moje źrenice zdążyły choćby dostosować się do nagłego blasku, gruby, śmierdzący worek z materiału został naciągnięty na moją głowę. Ciężki płócienny materiał natychmiast zablokował światło, zastępując je nową, duszącą ciemnością. Szorstki sznur zacisnął się wokół mojej szyi, solidnie mocując torbę na miejscu. Grube, bezlitosne ręce chwyciły mnie za ramiona i wyciągnęły szorstko z bagażnika. Potknęłam się, a moje kolana były słabe po tej przerażającej przejażdżce. "Zgaduję, że jej rodzice mieli rację" – roześmiał się okrutnie mężczyzna tuż przy moim lewym uchu, a jego uścisk zostawił siniaki na moim bicepsie. "Ona naprawdę jest bardziej myszą niż wilkiem. Spójrz, jak się trzęsie." Inny mężczyzna prychnął głośno, a jego ciężkie buty odbiły się echem w rozległej przestrzeni. "Ona jest tylko w połowie wilkiem. Prawdopodobnie nie potrafi nawet zmienić formy, by uratować swoje życie. Jej słabość sprawia jednak, że jest niesamowicie łatwa do sprzedania. Wiesz, że podziemni kupcy zawsze mają chore preferencje do tego, co egzotyczne i bezbronne." Moje serce waliło dziko o żebra. *Egzotyczne?* Na to słowo mój żołądek skręcił się z czystego przerażenia. Bez żadnego ostrzeżenia mężczyźni upuścili mnie. Uderzyłam o zimny, twardy stalowy stół. Gwałtowne uderzenie pozbawiło mnie resztek powietrza w płucach, zostawiając mnie dyszącą przez knebel. Próbowałam zwinąć się w obronną kulkę, by chronić odsłonięty brzuch, ale ktoś natychmiast przyszpilił moje ramiona płasko do twardej powierzchni. "Zostań dokładnie tam, gdzie jesteś" – rozkazała kobieta ostrym, klinicznym głosem pozbawionym jakiejkolwiek empatii. "Nie ruszaj się ani o centymetr. Jeśli zrobisz jej siniaka i straci na wartości rynkowej, szef zedrze ze mnie skórę." Zamarłam, zbyt przerażona, by walczyć. Coś ciężkiego zacisnęło się na moich udach, unieruchamiając nogi. Zimna stal nożyczek przesunęła się po moim obojczyku. Kilkoma szybkimi, bezlitosnymi ruchami kobieta rutynowo odcięła moje poszarpane codzienne ubrania. Chłodne, wilgotne powietrze uderzyło w moją nagą skórę, sprawiając, że bezradnie dygotałam pod płóciennym workiem. Próbowałam skrzyżować ramiona na klatce piersiowej, by zachować choć strzęp godności, ale kobieta zimno odtrąciła moje dłonie. Przepchnęła moje ramiona przez nowe ubranie. Wydawało się niesamowicie cienkie, śliskie i zdecydowanie zbyt odsłaniające. Zimny jedwab nie dawał żadnego ciepła i jeszcze mniej ochrony, przylegając do mojego drżącego ciała. Następnie ciężki metal brzęknął tuż obok mojego ucha. Gruba, lodowata metalowa obroża zacisnęła się pewnie wokół mojego gardła, a zamek zatrzasnął się z przerażającym, ostatecznym kliknięciem, które zadzwoniło mi w uszach. "Jest gotowa" – oświadczyła kobieta, cofając się. Większe, bardziej szorstkie ręce ponownie chwyciły mnie za ramiona i pociągnęły do pionu. Moje bose stopy dotknęły ziemi. Faktura pod moimi palcami zmieniła się z szorstkiego betonu na gładkie, lodowate płytki. Przechodziliśmy do innego pokoju, zostawiając garaż za sobą. Nagle intensywne, palące ciepło uderzyło w moją odsłoniętą skórę. Światła sceniczne. Stałam bezpośrednio pod masywnymi, płonącymi reflektorami. Przez maleńkie tkane luki w materiale worka czułam przytłaczający, ciężki ciężar setek głodnych oczu, wpatrujących się bezpośrednio we mnie. Cisza w pomieszczeniu była gęsta i drapieżna. Próbowałam się cofnąć, schować przed gigantycznym tłumem analizującym każdą moją krzywiznę, ale silni mężczyźni otoczyli mnie po bokach, trzymając mocno na podwyższonej platformie. Dudniący głos odbił się echem przez masywne pomieszczenie, wzmocniony przez mikrofon. "Kolejny obiekt na aukcję..." POV: Maximus Siedząc w ciemnej, zatłoczonej podziemnej sali aukcyjnej, zesztywniałem w moim drogim skórzanym fotelu. Obok mnie, mój brat bliźniak, Gare, zesztywniał w równym stopniu, a jego postawa wyprostowała się niczym struna. Nie musieliśmy wypowiadać ani jednego słowa. Jako wyjątkowo rzadcy bliźniacy alfa wilkołaków, nasza potężna, współdzielona więź biologiczna przesłała dokładnie to samo spostrzeżenie w sekundzie, w której licytator wyprowadził najnowszy obiekt na scenę. Słodki, odurzający zapach zalał moje zmysły, przebijając się przez smród potu, tanich perfum i chciwości, który wypełniał pokój. To był zapach deszczu, wanilii i czystego przerażenia. Każda pojedyncza komórka w moim ciele wykrzyczała jedną, niezaprzeczalną prawdę. *Przeznaczona.* Moje jarzące się oczy utkwiły w jasno oświetlonej scenie. Krucha, chuda dziewczyna z zawiązanymi oczami stała drżąca w surowym świetle reflektorów. Miała na sobie halkę z jedwabiu tak cienkiego, że nie pozostawiała nic wyobraźni, a gruba metalowa obroża ciążyła jej na smukłej szyi. Dwóch potężnych ludzkich strażników trzymało ją za ramiona. Była bezbronna, przerażona i miała być nasza. Przytłaczająca, instynktowna zaborczość uderzyła w moją klatkę piersiową z siłą pociągu towarowego. Sama moc tego pierwotnego pragnienia sprawiła, że moje mięśnie gwałtownie się rozrosły. Szwy w moich uszytych na miarę spodniach od garnituru rozdarły się z ostrym trzaskiem. Grube, ciemne futro nagle wyrosło na wierzchu moich dłoni i na przedramionach. Moje paznokcie wydłużyły się w ostre jak brzytwa, śmiercionośne pazury, wbijając się głęboko w wyściełane podłokietniki mojego fotela i rozrywając skórę. Przechodziłem częściową przemianę z czystej, nieskalanej agresji. Szybko przeniosłem wzrok na Gare'a. Mój brat bliźniak siedział w tym samym niestabilnym stanie. Jego szczęka była zaciśnięta tak mocno, że słyszałem zgrzytanie zębów, a jego kły wysunęły się daleko poza dolną wargę. Gare złapał moje spojrzenie i posłał mi mroczny, dziki uśmiech, a jego klatka piersiowa falowała od tłumionej przemocy. "To do ciebie niepodobne, byś tak łatwo tracił kontrolę, bracie" – wyszeptał Gare, a jego głos był niskim, żwirowatym chrypieniem, które wibrowało w powietrzu między nami. Zmuszając moje pazury, by delikatnie się schowały, wściekle zwalczałem palącą chęć skoku na scenę aukcyjną w tej właśnie chwili. Mój wilk drapał wnętrze mojej czaszki, domagając się, bym wymordował ludzkich strażników, pomalował scenę ich krwią i wziął naszą przeznaczoną czystą siłą. Ale musiałem pozostać racjonalny. Byliśmy obecnie otoczeni przez niebezpieczne podziemne społeczeństwo. Dziesiątki wrogich watah i szemranych nadnaturalnych postaci siedziało w cieniach tego samego pokoju. Gdybym ujawnił ogromny wpływ, jaki ta krucha dziewczyna pół-wilk wywiera na alfów-bliźniaków, każdy z naszych wrogów natychmiast namalowałby gigantyczny cel na jej plecach. Użyliby jej, by nas zniszczyć. Szybko sformułowałem bezpieczniejszy, cichszy plan. Posiadaliśmy ogromne bogactwo. Miałem po prostu zamiar użyć naszych niekończących się zasobów, aby przelicytować każdego degenerata w tym pokoju, zabierając ją legalnie i wychodząc bez walki. Podniosłem moją ponumerowaną tabliczkę licytacyjną i spokojnie wzniosłem ją w powietrze. Licytator skinął gorliwie w moim kierunku, wywołując rosnącą cenę. Większość tłumu odpadła wcześnie, zdając sobie sprawę, że nie dorównają moim głębokim kieszeniom ani mojemu nieustępliwemu tempu. Ale jeden z licytujących po drugiej stronie alejki uparcie odmawiał wycofania się z wojny licytacyjnej. Gare pochylił się bliżej, a jego głos był napięty od rosnącego gniewu. "Licytujący Numer Czterdzieści Siedem celowo próbuje rozpocząć z nami polityczną walkę." Odwróciłem moje wściekłe spojrzenie przez zatłoczony pokój. Moje oczy skupiły się na nieznajomym siedzącym wygodnie w swoim fotelu. Nieubłaganie wymienialiśmy się eskalującymi ofertami, a cena rosła i rosła. Wrogawy wilkołak odwrócił głowę, stając ze mną twarzą w twarz. Jego oczy błysnęły jasną, agresywną czerwienią. Rzucał bezpośrednie wyzwanie alfy w samym środku sali aukcyjnej, kpiąc z moich dążeń. Moje własne oczy zapłonęły jaskrawą, demoniczną czerwienią w odpowiedzi na ten brak szacunku. Z agresją ponownie podniosłem moją tabliczkę z numerem. "Czy słyszę siedem tysięcy?" – zawołał licytator, ocierając pot z czoła, gdy napięcie w pokoju zgęstniało. Numer Czterdzieści Siedem podniósł swoją tabliczkę, a zadowolony z siebie, arogancki uśmieszek wykrzywił jego usta. Rażący brak szacunku i bezpośrednie wyzwanie stały się nie do zniesienia. Pierwotna, rycząca potrzeba zamordowania mężczyzny, który ośmielił się licytować naszą przeznaczoną, przejęła mój umysł. Plan na cichy zakup zniknął. Zanim rywalizujący kupiec albo jego siedzący towarzysz zdążyli choćby drgnąć, Gare i ja wystrzeliliśmy z naszych foteli do przodu. Przeskoczyliśmy przez alejkę, a nasze ciała płynnie przemieniały się w powietrzu. Kości pękały, wydłużały się i formowały na nowo w ułamku sekundy. Grube futro wyrwało się z naszej skóry, gdy ludzka fasada stopniała. Zderzyłem się z wrogim alfą z brutalną, miażdżącą kości siłą. Moja potężna wilcza forma przygwoździła go do zmiażdżonych szczątków jego fotela. Wbiłem moje ostre jak brzytwa pazury głęboko w jego klatkę piersiową, rozrywając jego drogi garnitur i przebijając ciało, aż krew wezbrała wokół moich szponów. Kłapnąłem moimi masywnymi, śmiercionośnymi szczękami zaledwie cale od jego twarzy, a mój gorący oddech obmył jego przerażone rysy. Obok mnie Gare wbił towarzysza rywala w podłogę, a niskie, groźne warczenie wibrowało w jego piersi. Tłum nadnaturalnych istot śmiertelnie zbladł. Bliźniacze alfy były wyjątkowo rzadkim i przytłaczająco potężnym zjawiskiem w świecie wilkołaków. Bycie świadkiem naszego połączonego, przerażającego pokazu dominacji przesłało przez pokój falę uderzeniową czystego strachu. Nikt nie odważył się interweniować. Przestawiłem gardło, projektując mój głęboki, demoniczny głos bezpośrednio do uszu wrogiego alfy. "Podnieś ten numerek jeszcze raz, a wyrwę ci gardło." Przygwożdżony mężczyzna wzdrygnął się pod moimi potężnymi łapami. Jego serce galopowało w czystym przerażeniu, waląc dziko o żebra niczym uwięziony ptak. Wpatrywał się w moje ociekające krwią kły i mądrze zdecydował nie mówić nic, oferując całkowite, upokarzające poddanie się. Usatysfakcjonowany jego kapitulacją, szarpnięciem uwolniłem moje zakrwawione pazury z jego klatki piersiowej. Cofnąłem się i powróciłem do mojej nagiej ludzkiej formy na samym środku sali, niewzruszony obecnością widowni. Wyciągnąłem rękę, chwyciłem nieskazitelnie biały obrus z pobliskiego stołu ekspozycyjnego i niedbale narzuciłem go na moje masywne, muskularne ciało, by się zakryć. Gare celowo pozostał w swojej górującej, onieśmielającej wilczej formie, stojąc na straży tuż obok mnie, a jego złote oczy skanowały salę w poszukiwaniu kolejnych zagrożeń. Zwróciłem moje świecące czerwone oczy w stronę sceny. Blady, zszokowany licytator stał zamrożony za swoim podium, wpatrując się w krew kapiącą z moich rąk. Wypuściłem z siebie ciche, wibrujące warknięcie, by zwrócić na siebie jego uwagę. Przerażony mężczyzna wzdrygnął się, jąkając się rozpaczliwie do mikrofonu. "S-sprzedane Numerowi Trzydzieści Trzy! Proszę... proszę udać się do urzędnika za kulisami, by dokonać olbrzymiej wpłaty i otrzymać klucze do obroży." Podziemna sala aukcyjna trwała w skamieniałej ciszy, podczas gdy ja zacieśniłem prowizoryczny materiał wokół talii. Gare wydał z siebie jedno ostatnie, ostrzegawcze prychnięcie. Razem odwróciliśmy się plecami do zszokowanego tłumu i opuściliśmy salę, udając się za kulisy, by wreszcie odebrać naszą przeznaczoną.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Kumpel – Kupiona przez Bliźniacze Bestie | Czytaj powieści online na beletrystyka