POV: Hazel.
Ściągnęli mnie z materaca i wyprowadzili z podziemnej izolatki. Bezpośrednie następstwa tego nadnaturalnego objawienia sprawiły, że mój umysł ogarnęło odrętwienie, niezdolne do przetwarzania rozgrywającego się koszmaru. Gare zachowywał zaskakująco uprzejmą postawę. Jego pewna dłoń spoczywała na moim ramieniu; ciepły ciężar kotwiczył mnie, gdy nawigowaliśmy przez surowe korytarze. Z kolei Maximus emanował chłodnym autorytetem, przewodząc naszemu ponuremu pochodowi z bezlitosną efektywnością.
Zbliżyliśmy się do przedniej lady, by sfinalizować tę przerażającą transakcję. Pracownik przetasował dokumenty, a jego oczy nerwowo przemykały w kierunku bliźniaczych alfów.
"Podstawcie natychmiast nasz samochód" – rozkazał Maximus, a jego ton nie pozostawiał miejsca na dyskusję. "Nie zostajemy tu."
Pracownik zawahał się, ocierając pot z czoła. "Och, ale zazwyczaj ta cena obejmuje tylko pokój i..."
Maximus wypuścił z siebie niskie, wibrujące warknięcie. Dźwięk ten zazgrzytał w mojej klatce piersiowej, pierwotne ostrzeżenie, które uciszyło całe lobby. "Nie dzielimy się. Cena została ustalona, a żadne warunki nie były omawiane przed zakupem. Wychodzimy. Daj mi jej rzeczy."
Żądanie to było bezcelowe. Pracownik zająknął się, kurcząc się pod spojrzeniem Maximusa. "Nie było przy niej niczego. Została wystawiona na aukcję minuty po przybyciu."
Gare przeniósł swoją uwagę na mnie, a jego spojrzenie złagodniało. "Czy jest cokolwiek, co chciałabyś zachować z miejsca, z którego pochodzisz?"
Pokręciłam głową. Nie posiadałam niczego na własność.
Maximus odwrócił się gwałtownie i ruszył w stronę ogromnych głównych drzwi. Klienci w drogich garniturach kręcili się po lobby, a ich oczy śledziły nasze wyjście. Spuściłam głowę w dół. Nikt nie interweniował. Zostałam kupiona i opłacona.
Elegancki samochód z ciemnymi szybami pracował na jałowym biegu przy krawężniku. Gare poprowadził mnie na przestronne tylne siedzenie, a Maximus wsunął się z przeciwnej strony. Siedziałam dokładnie na środku, wciśnięta między bliźniacze alfy.
"Podnieś przegrodę" – poinstruował kierowcę Maximus. "Jedziemy do domu w mieście."
Przyciemniana szyba posunęła się do góry, pieczętując nas w środku. Napięcie w pojeździe wydawało się duszące, gęste od ich przytłaczających zapachów sosny i ostrego ozonu.
Gare pochylił się lekko do przodu, wyglądając zza mnie, by spojrzeć na swojego brata. Na jego rysach twarzy przemknęła nuta troski. "Nie odezwała się ani słowem, odkąd wyszliśmy z pokoju."
Maximus wpatrywał się w okno, a jego wyraz twarzy był nieodgadniony. "Czy ty naprawdę oczekiwałeś, że zacznie mówić po tym wszystkim?" – zapytał lekceważącym tonem. "Ona jest bardziej myszą niż wilkiem."
Licytator rzucił we mnie wcześniej tą samą zniewagą, ale usłyszenie jej z ust Maximusa niosło za sobą cięższe, ostrzejsze ostrze. Wpatrywałam się w mijany krajobraz, obserwując, jak latarnie uliczne rozmywają się w żółte smugi. Nie rozpoznawałam tego miasta. Byliśmy daleko od znajomego brudu mojej przeszłości, kierując się w odizolowany, zamożny świat.
Elegancki samochód podjechał rozległym podjazdem pod masywną, imponującą posiadłość. Patrząc na odizolowany dom, czysty strach sparaliżował moje kończyny. Mój straumatyzowany umysł ostatecznie sformułował wniosek, dlaczego ci dwaj przerażający mężczyźni mnie kupili. Przywieziono mnie tu, bym była zabawką w niewoli, ukrytą przed światem.
Moje serce zaczęło dziko galopować. Uderzało o żebra niczym uwięziony ptak, nieregularnie i boleśnie.
Gare otworzył drzwi samochodu i wysiadł na chłodne nocne powietrze. Odwrócił się, oferując swoją dużą dłoń, by pomóc mi wyjść. Kiedy się zawahałam, jego brwi zmarszczyły się. Jego wyostrzony, wilczy słuch wychwycił szalone bębnienie w mojej klatce piersiowej.
"Hej, wszystko w porządku?" – zapytał miękko Gare, pochylając się bliżej. "Twoje bicie serca jest nieregularne."
Otworzyłam usta, ale moje płuca odmówiły nabrania powietrza. Miażdżąca panika z powodu uwięzienia w tym odizolowanym miejscu z tymi nadnaturalnymi drapieżnikami przetoczyła się przez mój układ nerwowy. Bez żadnych szans na walkę czy ucieczkę, mój wzrok zawęził się do maleńkiego punktu, a świat pociemniał, gdy straciłam przytomność.
POV: Maximus.
Wyraźnie usłyszałem rozpaczliwe, krótkie oddechy, które zaczerpnęła tuż przed tym, jak jej krucha sylwetka się zachwiała. Jej puls trzepotał nieregularnie, nie dostarczając wystarczającej ilości tlenu do jej mózgu. Zachwiała się na nogach i upadła.
Poruszając się z nadnaturalną szybkością, Gare złapał jej bezwładne ciało tuż przed tym, jak zdążyła uderzyć o beton. Zgarnął jej lekką sylwetkę w ramiona, kołysząc ją przy swojej szerokiej piersi.
Gare posłał mi wściekłe, jarzące się spojrzenie prosto we mnie. Jego oczy błysnęły instynktem ochronnym. "To twoja wina. Przestraszyłeś ją."
Prychnąłem głośno na to absurdalne oskarżenie. "Wydaje mi się, że bycie porwaną, rzuconą na blok aukcyjny i sprzedaną oferującemu najwyższą cenę to rzeczywista przyczyna jej wyczerpania. Nie ja."
Gare zacieśnił na niej uścisk, odmawiając dalszej kłótni w chłodnym nocnym powietrzu. Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do prywatnego lekarza watahy.
Linia połączyła się po drugim sygnale. "Kto krwawi?"
"Nikt" – odpowiedziałem płasko. "Ale mamy problem. Przyjeżdżaj natychmiast do posiadłości w mieście. Mamy pacjentkę, która potrzebuje pomocy medycznej."
"Czy powinnam przygotować się na coś konkretnego?" – zapytała, a jej ton przeszedł w profesjonalną czujność.
"Nie. Po prostu zemdlała."
Rozłączyłem się i poszedłem za Garem do środka. Zaniósł jej kruche ciało na górę po schodach, kopniakiem otwierając drzwi do pluszowej sypialni gościnnej. Położył ją delikatnie na materacu i otulił jej ramiona kołdrą.
"Jest zbyt chuda" – zamruczał Gare, odgarniając zagubiony kosmyk włosów z jej bladej twarzy. "Może zemdlała z głodu?"
"Myślałem, że przyniosło ci ulgę przekonanie, że to ja ją przestraszyłem" – odgryzłem się, opierając się o framugę drzwi.
Wargi Gare'a drgnęły, ale nie odpowiedział.
Kiedy lekarka watahy przybyła, wmaszerowała do środka i wygoniła nas na korytarz. Tolerowałem to tylko dlatego, że nigdy nie skrzywdziłaby tego, co nasze.
Zanim zamknęła drzwi, lekarka zatrzymała się, a jej oczy zwęziły się z podejrzliwym wyrazem twarzy. "Kim dokładnie jest ta krucha ludzka istota?"
Spojrzałem na Gare'a. Lekarka była zrzeszona w naszej watasze, ale jej lojalność wobec naszych konkretnych tajemnic nie była przetestowana. Utrzymanie prawdziwej tożsamości Hazel jako naszej wspólnej przeznaczonej w tajemnicy było kluczowe dla jej bezpieczeństwa.
"Nowa partnerka do łóżka" – skłamałem, a mój głos był opanowany i zimny.
Lekarka nie wyglądała na przekonaną. Uniosła brew, wyraźnie sceptyczna wobec mojego twierdzenia zważywszy na opłakany stan dziewczyny, ale nie drążyła tematu. Odwróciła się z powrotem do pokoju i zamknęła mocno drzwi.
Gare uniósł sceptycznie brew na moje bezczelne kłamstwo. Gdy lekarka znalazła się poza zasięgiem słuchu, pochylił się bliżej.
"To była najlepsza wymówka, jaką mogłeś sformułować? Mogliśmy równie dobrze powiedzieć jej prawdę. Hazel i tak jest w połowie wilkołakiem. Nie będzie miała kondycji fizycznej, by nadążyć za naszym wymagającym stylem życia."
"Prawda. Nawet gdybyśmy chcieli na nią naciskać, nie moglibyśmy oczekiwać, że nadąży. Lepiej zataić jej status."
Przeszliśmy do części wypoczynkowej w głębi korytarza, nalewając sobie drinki w oczekiwaniu. Cisza się przeciągała, wypełniona tylko odległym mruczeniem ruchów lekarki.
W końcu drzwi się otworzyły. Lekarka wyszła z sypialni gościnnej, niosąc podkładkę do pisania i mając na twarzy głęboko dezaprobujący, surowy wyraz.
"I jak?" – zapytałem.
"Poważna kombinacja głębokiego stresu psychologicznego, niebezpiecznego niedożywienia i całkowitego fizycznego wyczerpania" – zdiagnozowała. "Wymaga odpoczynku i ciągłego jedzenia. Kategorycznie rozkazuję wam wstrzymać się z waszymi fizycznymi pragnieniami. Będziecie musieli poczekać, aż ta dziewczyna stanie się wystarczająco silna, by sobie z wami poradzić."
Błysnąłem zębami w napiętym uśmiechu. "Dziękuję. To będzie wszystko."
Zostawiła stos notatek dotyczących opieki na stole i wyszła.
Gare wpatrywał się w instrukcje dietetyczne. "Nie wiem, jak ugotować porządny posiłek. Ty też nie."
"Wezwę asystentkę szefa kuchni watahy" – zdecydowałem, używając mojego autorytetu, by rozwiązać ten problem. Wyciągnąłem z powrotem telefon. "Zostanie w posiadłości, by upewnić się, że Hazel jest nieustannie karmiona."
Z dietetyczną logistyką załatwioną, Gare i ja odwróciliśmy się równocześnie. Poszliśmy cicho z powrotem ciemnym korytarzem, wślizgując się do pokoju gościnnego, by nad nią czuwać.
POV: Hazel.
Powoli budziłam się z potężnym, pulsującym bólem głowy. Przerażające, chaotyczne wspomnienia z bycia sprzedaną i zabraną przez tych dwóch nieznajomych powróciły z powrotem do mojego świadomego umysłu. Mój pusty żołądek wydał z siebie głośne burczenie, zmuszając moje ciężkie powieki do otwarcia.
Pokój tonął w smoliście czarnych ciemnościach. Przełknęłam ślinę, a moje gardło było suche jak papier ścierny. Instynktownie spróbowałam usiąść, by ocenić otoczenie, ale wydałam z siebie ostry oddech szoku, gdy poczułam masywny, ciężki ciężar mocno przygważdżający moje małe ciało do materaca.
Patrząc w dół w ciemność, uświadomiłam sobie, że muskularne ramię Gare'a spoczywało bezpośrednio na mojej talii, trzymając mnie bezpiecznie w objęciach. Równie duże ramię Maximusa leżało ciężko tuż nad ramieniem jego brata. Dwaj alfowie spali głęboko po obu stronach, zamykając mnie w centrum łóżka.
O dziwo, pomimo bycia zgniecioną pomiędzy ich masywnymi sylwetkami, nic na moim ciele mnie nie bolało. Ich połączone zapachy otulały mnie niczym gruby koc. Byłam maleńkim, kruchym stworzeniem wciśniętym między dwa drapieżniki na szczycie łańcucha pokarmowego. Każde subtelne uniesienie i opadnięcie ich szerokich klatek piersiowych przypominało mi o ich śmiercionośnej potędze.
"Obudziłaś się" – odezwał się nagle Maximus.
Jego głęboki, wibrujący głos przeciął ciszę. Jego oczy gwałtownie się otworzyły, z łatwością odnajdując moje w ciemnościach. Pierwotny blask w jego spojrzeniu sprawił, że mój oddech uwiązł mi w gardle. Płynnie usiadł, podnosząc ciężkie ramię z mojej klatki piersiowej.
"Zostań dokładnie tam, gdzie jesteś" – rozkazał stanowczo Maximus, opuszczając nogi za krawędź materaca. "Pójdę na dół do kuchni i przyniosę ci kolację."
Zsunął się z łóżka i wyszedł z ciemnego pokoju, nie mówiąc ani jednego słowa więcej.
Obok mnie Gare wydał z siebie cichy, zadowolony pomruk przez głęboki sen. Nieświadomie szukając ciepła, masywny mężczyzna przysunął się bliżej. Pociągnął moje sztywne, przerażone ciało jeszcze mocniej do swojej szerokiej klatki piersiowej, chowając twarz w moich włosach. Leżałam uwięziona, a moje mięśnie były zablokowane paraliżującym strachem. Moje serce uderzało o żebra, ale równomierny, rytmiczny oddech mężczyzny, który mnie trzymał, oferował zagmatwane, niepokojące poczucie bezpieczeństwa. Byłam więźniarką, leżącą zupełnie obudzoną w całkowitym szoku.
















