POV: Hazel
Stałam zamrożona na scenie aukcyjnej, a dusząca ciemność mojej opaski na oczach wzmacniała każdy przerażający dźwięk w podziemnej sali. Całe moje ciało zadrżało gwałtownie, gdy głęboki, demoniczny głos nagle rozdarł bezpośrednio mój umysł.
*"Podnieś ten numerek jeszcze raz, a wyrwę ci gardło."*
To nie zostało wypowiedziane na głos. To było w mojej głowie, ociekające brutalną, pierwotną przemocą, która sprawiła, że ugięły się pode mną kolana. Okrzyki i ostre syknięcie bólu odbiły się echem gdzieś w tłumie, ale zanim moja panika zdołała w pełni nadejść, szorstkie dłonie chwyciły mnie za ramiona. Obsługujący pociągnęli mnie do tyłu, ściągając mnie z jasno oświetlonej sceny. Twarda podłoga zmieniła się w miękki dywan pod moimi bosymi stopami. Nie odzywali się. Nie tłumaczyli. Ciężkie drzwi kliknęły otwierając się, po czym bezceremonialnie wrzucili mnie do środka.
Wylądowałam twardo na niezwykle miękkim łóżku. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem, a ciężki zamek wsunął się na swoje miejsce.
Byłam całkowicie sama. W izolatce panowała martwa cisza, odizolowana od chaotycznej aukcji na zewnątrz. Zwinęłam się w ciasną kulkę na materacu, drżąc w smoliście czarnej pustce mojej opaski, czekając w agonalnej ciszy. Gruby knebel z materiału boleśnie naciągał moje usta, smakując suchą bawełną i strachem.
Minuty zlały się w wieczność terroru.
Wtedy zamek kliknął. Drzwi się otworzyły. Dwa różne komplety ciężkich butów weszły do pokoju. Drzwi zamknęły się, pieczętując nas w środku.
Wzdrygnęłam się, a moje mięśnie stężały. Jeden zestaw kroków zbliżył się, a ciężki chód zatrzymał się tuż przy krawędzi łóżka. Niezwykle duża, niewiarygodnie ciepła dłoń dotknęła czubka mojej głowy. Szarpnęłam się do tyłu, ale miękki, delikatny głos przebił się przez duszące napięcie.
"Spokojnie" – wyszeptał mężczyzna. "Po prostu delikatnie zdejmę ci opaskę, dobrze?"
Moja szczęka drżała o knebel. Kiwnęłam niepewnie głową. To była jedyna odrobina litości, jaką zaoferowano mi tej nocy.
Grube palce odnalazły węzeł z tyłu mojej głowy. Gruby materiał zsunął się z moich oczu. Mrugałam gwałtownie, a mój wzrok przyzwyczajał się do przyćmionego światła izolatki. Spojrzałam w górę i oddech uwiązł mi w gardle.
Niewiarygodnie wysoki, uderzająco przystojny mężczyzna górował nade mną. Jego twarz była nieskazitelnie przystojna, wyrzeźbiona z ostrymi kątami i mocną szczęką, ale to jego oczy mnie sparaliżowały. Płonęły jarzącym się, przerażającym, czerwonym światłem.
Zanim zdołałam w pełni pojąć ten szok, ze strony ciemnych cieni blisko drzwi odezwał się znacznie surowszy, niezwykle zimny głos.
"Twoje świecące oczy wyraźnie ją przerażają."
Pierwszy mężczyzna zignorował ostrą reprymendę. Uśmiechnął się do mnie ciepło z góry. "Jestem Gare. Pozwól, że wyciągnę ci to z ust."
Zaskakująco delikatnymi palcami Gare sięgnął za moją głowę i rozwiązał bolesny knebel. Wyciągnął go. Sapnęłam w poszukiwaniu powietrza, ale zanim zdołałam przetworzyć tę ulgę, on pochylił się w moją stronę. Złożył miękki, czuły i całkowicie niespodziewany pocałunek bezpośrednio na moich drżących wargach.
Moja twarz zapłonęła intensywnym gorącem. Mój umysł doznał spięcia. Nikt nigdy mnie nie pocałował w całym moim życiu.
"Spokojnie" – mruknął Gare, odsuwając się na tyle, by na mnie spojrzeć. Sprawnie rozwiązał ciasne sznury wiążące moje obtarte nadgarstki. W chwili, gdy moje ręce zostały uwolnione, płynnie pociągnął moje kruche ciało, aż przylgnęło do jego ciepłego, muskularnego boku. Ukrył twarz głęboko w zgięciu mojej szyi, wdychając mój zapach z głębokim, pełnym uczucia pomrukiem.
Ruch w kąciku mojego oka sprawił, że zesztywniałam. Drugi mężczyzna w końcu wyszedł naprzód z cieni.
Oddech uwiązł mi w piersi. To było lustrzane odbicie. Drugi mężczyzna posiadał dokładnie tę samą nieskazitelnie przystojną twarz, te same szerokie ramiona i ten sam strzelisty wzrost co Gare. A jego oczy aktywnie świeciły dokładnie tym samym zimnym, przenikliwym czerwonym światłem.
Poruszał się z przerażającym autorytetem, zmniejszając dystans do łóżka. Wyciągnął rękę i ujął moją małą twarz w mocny, nieunikniony uścisk, odchylając moją głowę do góry, by spotkała się z jego palącym spojrzeniem.
"Twoje imię, maleństwo" – zażądał, a jego głos był niskim, ciężkim pomrukiem.
Drżąc pod jego intensywnym spojrzeniem, wymusiłam słowo przez moje suche wargi. "H-Hazel."
Mężczyzna prychnął niegrzecznie. "To okropne imię. Jestem Maximus."
Bez żadnego ostrzeżenia Maximus pochylił się. Z siłą musnął swoimi wargami moje.
"Bądź dla niej miły" – zganił go Gare zza mojego ramienia, opierając dużą dłoń na moim biodrze.
Maximus całkowicie zignorował swojego brata bliźniaka. Przechylił głowę i przycisnął stanowczy, głęboko wymagający i zaborczy pocałunek do moich ust. Rozchylił moje wargi, wsuwając język do środka, smakując mnie z surowym, dominującym głodem, od którego zakręciło mi się w głowie.
W tym samym czasie duże dłonie Gare'a przesunęły się. Pewnie wsunął palce pod niewiarygodnie cienką, śliską sukienkę, w którą siłą ubrali mnie licytatorzy. Podsunął materiał do góry, a jego ciepłe dłonie pieściły nagą skórę mojej talii i bioder. Obok niego opadła ciężka dłoń Maximusa. Mocno chwycił moje nagie udo, a jego grube palce ścisnęły miękkie ciało, by utrzymać mnie w miejscu.
Mój żołądek zatrzepotał gwałtownie z całkowitego przerażenia i przytłaczających nerwów. Byłam uwięziona między dwoma potężnymi mężczyznami dotykającymi mojego ciała ze swobodną, miażdżącą siłą. Czułam się całkowicie bezradna. Ich sam rozmiar, ciepło emanujące z ich skóry, szorstkie ślizganie się języka Maximusa w moich ustach i ręce Gare'a eksplorujące pod moim ubraniem – to było zbyt wiele. Mocno zacisnęłam oczy. Zmusiłam moje ciało, by zwiotczało, poddając się temu, co nieuniknione. Gorące łzy wezbrały pod moimi zamkniętymi powiekami i spłynęły po policzkach. Zaakceptowałam mój przerażający los.
Maximus poczuł łzy zwilżające moją skórę. Nagle oderwał się od pocałunku.
"Przestań" – rozkazał ostro Maximus, a jego świecące oczy utkwiły w mojej mokrej twarzy.
Gare wypuścił z siebie głośne, zirytowane westchnienie, choć przestał ruszać dłońmi. "Całkowicie rujnujesz romantyczny moment."
Maximus zignorował marudzenie brata. Utrzymał swoją dużą, ciężką dłoń mocno przytwierdzoną do mojej nagiej nogi, a jego kciuk wciskał się w moje nagie udo, by utrzymać mnie przyszpiloną do materaca. Jego ton stał się śmiertelnie poważny, odzierając z wszelkich śladów wcześniejszego żaru.
"Słuchaj uważnie, Hazel" – rozkazał Maximus. "Zabierzemy cię natychmiast z nami do domu. Minie sporo czasu, zanim przyzwyczaisz się do życia z naszą watahą, ale będziesz całkowicie bezpieczna pod naszą ochroną."
Zająknęłam się w całkowitej konsternacji, gdy wciąż obecny terror zmieszał się z absolutnym oszołomieniem. "W-wataha?"
Maximus zmarszczył głęboko brwi. Agresywnie świecące czerwone światło w jego oczach powoli gasło, topniejąc w głęboki, uderzający brąz. Pochylił się bardzo blisko, opuszczając nos do mojego obojczyka i wziął głęboki wdech mojego unikalnego zapachu.
"Jesteś inna" – mruknął Maximus z zamyśleniem. Odsunął się, a jego brązowe oczy skanowały moje rysy. "Musisz być tylko półkrwi."
Mój wychowany wśród ludzi umysł szamotał się, próbując zrozumieć jego słowa. Półkrwi?
Maximus wpatrywał się we mnie z głęboką intensywnością. "Co dokładnie wiesz o wilkołakach, Hazel?"
Wilkołakach. Słowo zawisło w powietrzu, absurdalne i niemożliwe. Zanim zdążyłam choćby zacząć przetwarzać pojęcie mitycznego stworzenia, Maximus wstał z krawędzi łóżka. Nagle zrzucił z siebie prowizoryczny biały obrus, którym było owinięte jego poza tym nagie ciało.
Tuż przed moimi oczami rzeczywistość roztrzaskała się.
Jego masywna ludzka forma skurczyła się i wykręciła gwałtownie. Kości pękały i łamały się z przyprawiającym o mdłości chrzęstem. Grube, ciemne futro wyrwało się z jego nagiej skóry w zaledwie kilka sekund. Jego kręgosłup wydłużył się, mięśnie wybrzuszyły się i zmieniały kształt pod rozprzestrzeniającą się sierścią. W mgnieniu oka mężczyzna zniknął. Na jego miejscu stał gigantyczny, przerażająco potężny wilk. Był wielkości niedźwiedzia, w jego szczękach tkwiły ostre jak brzytwa kły, a jego oczy płonęły tym samym jarzącym się, przerażającym czerwonym światłem.
Zaczęłam krzyczeć wniebogłosy. Czysty, nieskalany strach przejął mój mózg. Gorączkowo próbowałam wycofać się po miękkim łóżku, desperacko starając się uciec od potwora.
Gare szybko wyciągnął rękę. Jego duża dłoń zacisnęła się na moim ramieniu, z łatwością powstrzymując mój chaotyczny odwrót.
"Spokojnie, Hazel" – zapewnił Gare miękkim, spokojnym głosem, ściągając mnie z powrotem. Uśmiechnął się do mnie delikatnie, całkowicie niewzruszony obecnością masywnej bestii stojącej obok niego. "Z całą pewnością nigdy cię nie skrzywdzimy. Jesteś naszą przeznaczoną."
Nagle głęboki, wibrujący głos odbił się echem bezpośrednio w moim umyśle. Ominął moje uszy całkowicie, dzwoniąc o wnętrze mojej czaszki.
*"Biologicznie jesteś przeznaczona, by być nasza."*
Sapnęłam ostro. Natychmiast rozpoznałam tę psychiczną intruzję. Krew ścięła mi się w żyłach, gdy z przerażającą jasnością zdałam sobie sprawę, że Maximus – ta gigantyczna, śmiercionośna bestia – to ten sam gwałtowny, demoniczny głos, który groził innemu licytującemu, kiedy ja byłam z zawiązanymi oczami na scenie.
Zadowolony, że zrozumiałam, gigantyczny wilk skurczył się ponownie. Maximus płynnie powrócił do swojej ludzkiej formy, a jego kości zatrzaskiwały się na swoje miejsca, dopóki znowu nie górował nad łóżkiem. Swobodnie sięgnął w dół i z powrotem naciągnął obrus na swoją muskularną sylwetkę, wiążąc go w talii.
Spojrzał w dół na mnie, a jego brązowe oczy były pozbawione ciepła. Chłodno wyjaśnił mi realia ich istnienia.
"Jesteśmy wyjątkowo rzadkimi bliźniaczymi alfami" – oświadczył Maximus, a jego głos zadzwonił z absolutnym autorytetem w małym pokoju. "Z powodu tej unikalnej anomalii biologicznej w pełni dzielimy się jedną przeznaczoną. Jesteś nią ty."
Siedziałam zamrożona przy boku Gare'a, a moja klatka piersiowa unosiła się ciężko.
Maximus uniósł protekcjonalnie brew na mój drżący widok. "Z całą pewnością nigdy nie wrócisz do ludzkiego świata. Zostaniesz w całości z nami do końca swojego naturalnego życia."
Zamrugałam, patrząc na niego. Moje serce biło o żebra jak uwięziony ptak, rozbiegane i poobijane. To nadnaturalne objawienie było przytłaczające, burząc wszystko, co myślałam, że wiem o świecie, ale to nie zmieniało mojej natychmiastowej rzeczywistości.
Tylko pokiwałam głową, decydując się pozostać całkowicie milcząca w swoim przerażeniu.
Nie byłam głupia. Oceniając wyłącznie po tym, jak agresywnie obchodzili się z moim ciałem ledwie przed chwilą, po wymuszonych pocałunkach, ciężkich dłoniach na mojej nagiej skórze i ich głęboko zaborczych, wymagających czynach, dokładnie wiedziałam, co to oznaczało. W duchu doszłam do wniosku, że ta cała sprawa bycia "przeznaczoną" była po prostu nadnaturalną wymówką. Miałam być po prostu wykorzystywana jako ich wspólna, osobista niewolnica seksualna.
Pokonana i złamana, nie podjęłam walki. Nie mogłam walczyć z potworami, które umiały zmieniać się w gigantyczne wilki i rozmawiać we wnętrzu mojego umysłu. Mogłam tylko cicho siedzieć na łóżku i w milczeniu mieć nadzieję, że poddanie się tym dwóm przerażającym mężczyznom przyniesie mi w rezultacie odrobinę lepsze życie, niż piekielna egzystencja, jaką znosiłam, mieszkając z tymi znęcającymi się ludźmi, którzy z taką łatwością mnie sprzedali.
















