Ratunek o północy: Krew i srebro

Ratunek o północy: Krew i srebro

Autor: Elena Rossi

Rozdział 2 Czas odejść
Autor: Elena Rossi
31 maj 2026
Zamarłam i uśmiechnęłam się niezręcznie do mojego srebrnowłosego klienta. Przez całe życie uczyłam się skrywać emocje. Nigdy przed nikim nie traciłam czujności, zwłaszcza przed mężczyznami. Zwykle pozostawałam niewzruszona, bez względu na to, kim był dany facet i jak wyglądał, ale przed tą osobą czułam się bezradna, jakby widział mnie na wylot. To było przerażające. — Przyniosę więc kawę... — Odwróciłam się w stronę lady. — Czarną, coś w rodzaju espresso? — rzuciłam przez ramię. — Tak długo, jak ty ją przyrządzasz — zaśmiał się cicho. — Co za flirciarz — mruknęłam poirytowana, czując jednak, że moja twarz robi się czerwona. Nie rozumiałam własnych reakcji. Zazwyczaj ignorowałam każdego, od kogo usłyszałam takie słowa. Gdybym miała gorszy dzień, pewnie szybko sprawiłabym, że pożałowałby odwagi, by odezwać się do mnie choć słowem, ale teraz... rumieniłam się jak idiotka! Podeszłam do baru, upewniając się, że przez cały czas stoję tyłem, by uniknąć spojrzenia mojego osobliwego klienta. Z jakiegoś powodu byłam przekonana, że nie spuszcza ze mnie wzroku. Moje ręce zaczęły nerwowo drżeć. Zdjęłam filiżankę z półki i niemal pozwoliłam jej wyślizgnąć się i upaść na podłogę. Na szczęście udało mi się ją złapać w ostatniej chwili. „Co jest ze mną dzisiaj nie tak?!” — zapytałam samą siebie w duchu. „Skup się, Lilith!” Spojrzałam na Milę. Domyśliłam się, że była zbyt zajęta pogawędką z Jaredem i Felixem, nieustannie dolewałam im kawy, by zauważyć moją nagłą niezdarność. Gdy dostrzegła mój wzrok, zachichotała i mrugnęła do mnie. — Idź do niego — szepnęła zaczepnie, zerkając na srebrnowłosego. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam parzyć kawę. Wlałam gorącą wodę, by zwilżyć papierowy filtr, wsypałam świeżo zmielone ziarna i zaczęłam przygotowywać ciemnobrunatny napar. Skończyłam i zaniosłam filiżankę do stolika klienta, świadomie unikając jego wzroku. — Pana kawa — postawiłam filiżankę przed nim, lekko odwracając oczy. — Czy budzę w tobie odrazę? — zapytał swoim czarującym głosem. — W-wcale nie! — wyrwało mi się, zanim pomyślałam. Uśmiechnął się półgębkiem, a potem spojrzał mi w oczy, jakby chciał mnie pożreć. Wzdrygnęłam się i odsunęłam od jego stolika. — Dziękuję za kawę... Lilith — uśmiechnął się uprzejmie, patrząc na identyfikator na mojej koszuli. — Ż-życzę smacznego... — wymamrotałam niepewnie i wróciła za ladę. Sposób, w jaki wymówił moje imię, był dziwny, jakby już wiedział, kim jestem. Nagle poczułam niepokój. „Czy on może być kimś, kogo ON przysłał, żeby mnie odnaleźć? Nie... nie pachnie tak jak oni. Latami uczyłam się ich wyczuwać... Ten srebrnowłosy na pewno nie jest jednym z nich” — rozważałam. Nerwowo poprawiłam rękawiczki, a potem zabrałam pusty dzbanek ze stolika barowego. — Lilith, Jason znowu o ciebie pytał, wiesz? Dlaczego nie dasz biedakowi szansy? — zaśmiał się Felix. — Przykro mi, ale powiedzmy, że Jason nie jest w moim typie — odparłam z wymuszonym uśmiechem, zbierając brudne serwetki z baru. Nagle Felix złapał mnie za nadgarstek. — Nie bądź taka. Skoro on nie jest w twoim typie, to może ja jestem? — zachichotał obcesowo. — Puść moją rękę, Felix. To nie jest zabawne — syknęłam. — Daj spokój, Lilith! Taka z ciebie cnotka. Powinnaś się trochę rozerwać — zmierzył mnie wzrokiem. — Powiedziałam: nie! — Siłą wyrwałam rękę z jego uścisku. — Hej! — Felix wstał i spróbował chwycić moją dłoń, pochylając się nad barem. Zrobiłam unik, przez co upadł na ladę, strącając kilka szklanek i pusty dzbanek, który właśnie odłożyłam. Szkło roztrzaskało się na podłodze. Jeden z odłamków wbił mi się w ramię. W panice ucisnęłam zranione miejsce i zamarłam. — Co ty wyprawiasz, Felix?! — wrzasnęła Mila. Złapała moją krwawiącą dłoń i natychmiast zaczęła ciągnąć mnie w stronę półki z apteczką. — Przepraszam! Chciałem tylko, żeby trochę wyluzowała... nie chciałem... — Felix spanikował, widząc krew kapiącą z mojego ramienia. Mila otworzyła pudełko i wyjęła bandaż oraz plastry. — S-sama to zrobię! — wyrwałam apteczkę z rąk Mili i zaczęłam sama opatrywać ranę. — Dobra! — uniosła ręce, zaskoczona moją reakcją. — Chciałam ci tylko pomóc... — Dziękuję... ale wolałabym zrobić to sama — uśmiechnęłam się siłą. Cofnęła się z grymasem na twarzy i wróciła do besztania Felixa. Zakleiłam rękę tak szybko, jak tylko mogłam. „Boże! Nie pozwól im poczuć mojej krwi! Proszę! Tylko niech nie poczują mojej krwi!” — modliłam się w duchu. Z powodu zamieszania, które wywołał Felix, zupełnie zapomniałam o moim tajemniczym, srebrnowłosym kliencie. Zaczęłam myśleć, że musiał wziąć mnie za kompletną wariatkę, widząc moją przesadną reakcję na zwykłe skaleczenie. Spojrzałam na jego stolik, ale go tam nie było... Podeszłam bliżej — jego miejsce było puste, a wszystkie rzeczy zniknęły. Rozpłynął się bez śladu. Wyglądało na to, że wziął zaledwie jeden łyk kawy z filiżanki, którą mu przyniosłam. Na stole przy kubku leżał studolarowy banknot. — Chyba jednak nie posmakowała mu moja kawa. Przynajmniej zostawia dobre napiwki... — uśmiechnęłam się krzywo, zabierając pieniądze. Mila w końcu pozbyła się Felixa i Jareda, wcześniej zmuszając ich do zapłacenia za szkody wyrządzone przez Felixa. Byli ostatnimi klientami tego dnia. Resztę czasu pracy spędziłyśmy na wycieraniu szkła z podłogi i okolic lady. Donna, nasza „kochana” właścicielka, nie pojawiła się. Zadzwoniła tylko, żebyśmy zamknęły o dziesiątej, tak jak zwykle. Nadal myślałam o srebrnowłosym kliencie. Jak mógł wyjść z bistro tak, by żadna z nas tego nie zauważyła? Byłam tak zaintrygowana, że natychmiast pomyślałam o sprawdzeniu nagrań z monitoringu. Powiedziałam Mili, że sama zamknę lokal, i gdy tylko skończyłam pracę, poszłam sprawdzić nagranie. O dziwo, okazało się, że kamera obejmująca miejsce, w którym siedział, była zepsuta... — Jakie to dziwne... — mruknęłam do siebie. — Czy nie była naprawiana zaledwie dwa dni temu? Było to nieco frustrujące, ale byłam zbyt ciekawa, by po prostu o tym zapomnieć. Nie potrafiłam podać jasnego powodu, dla którego to robiłam, ale musiałam sprawdzić, co zarejestrowały inne kamery, próbując znaleźć choć jedno ujęcie jego twarzy. — To absurdalne. Dlaczego w ogóle chcę znowu zobaczyć jego twarz? Wyglądał na kogoś spoza miasta, a ja wyjeżdżam stąd za dwa dni! — kpiłam z własnych działań. Mimo to nadal szukałam na nagraniu jakichkolwiek śladów jego obecności. Znalazłam moment, w którym niemal upadłam na podłogę, gdy wchodził przez drzwi. Widziałam siebie poprawiającą przekrzywiony dzwonek i... obraz stał się czarny. Czarny ekran utrzymywał się przez około minutę nagrania, potem pojawiły się pewne zakłócenia i zaraz po nich film wrócił do normy. — Co do diabła?! — zawołałam, sprawdzając to po raz trzeci. — Czy on nosił ze sobą jakieś urządzenie zakłócające fale czy co?! Cmoknęłam i jęknęłam z niezadowoleniem, po czym w końcu się poddałam i wszystko wyłączyłam. Westchnęłam głęboko, zabrałam rzeczy z zaplecza i wyszłam, by zamknąć bistro. Przynajmniej w końcu przestało padać. Chwyciłam klucze i nieświadomie zawiesiłam torebkę na zranionym przedramieniu. Syknęłam, czując kłujący ból, ale najgorsze było to, że rana znowu się otworzyła. Serce zaczęło mi walić. Zdjęłam kurtkę i zaczęłam owijać nią krwawiącą rękę. Było już za późno. Wiatr zdążył już roznieść zapach mojej krwi w okolicy. Pośpiesznie zamknęłam drzwi, czując, jak moje ciało zaczyna drżeć, a potem szłam coraz szybciej i szybciej. Modliłam się, by nic złego się nie stało, by jeszcze nie wpadli na mój trop. Sekundę później dźwięk wycia potwierdził dokładnie to, czego się obawiałam. Ten dźwięk był ich wezwaniem. Zbierali się. Byli coraz bliżej... Odnaleźli mnie.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki