Członkowie Wielkiej Kurii powoli opuszczali salę. Valthazar wstał i w milczeniu obserwował ich odejście. Zaciskał pięści, a na jego twarzy malował się blady uśmiech, dowód satysfakcji. Wciąż siedziałam w niewygodnym, potężnym krześle, a moje serce waliło jak młot. Czułam się, jakbym właśnie uniknęła kuli. Ręce wciąż mi się trzęsły, mimo że powtarzałam sobie, że to już koniec.
Wkrótce w sali sądowe
















