Obudziłam się z twarzą na piersi Valthazara. Choć jego klatka piersiowa była nieco zbyt twarda, by służyć za poduszkę, jego chłodna skóra działała kojąco na moje ciało drżące z nadmiaru wrażeń. Miałam tylko nadzieję, że nie śliniłam się przez sen…
Czułam się dziwnie swobodnie, jakby nasza relacja była czymś zupełnie naturalnym. Byłam szczęśliwa… absolutnie wyczerpana, ale szczęśliwa. Uśmiechnęłam
















