Ratunek o północy: Krew i srebro

Ratunek o północy: Krew i srebro

Autor: Elena Rossi

Rozdział 4 Mój rycerz
Autor: Elena Rossi
31 maj 2026
Powoli traciłam przytomność. Nie potrafiłam już rozpoznać dźwięków ani rozmazanych obrazów. Widziałam tylko furię ludzi Dereka, nieudolnie atakujących srebrnowłosego. Zignorowali mnie i zostawili leżącą na ziemi, podczas gdy wszyscy rzucili się na nieznajomego. Słyszałam łamanie ich kości. Słyszałam ich krzyki i bolesne wycie. Nie było we mnie ani krzty współczucia dla nich, ale jednocześnie byłam daleka od poczucia bezpieczeństwa. „Kim jest ten człowiek? Jest znacznie silniejszy niż wszystkie te wilki... Czy jest zmiennokształtnym tak jak one? Dlaczego powiedział, że jest martwy? Czy to jakiś cholerny zombie czy co?! Dlaczego ich atakuje?! Czy on ich zabije?! A jeśli tak... to czy zabije też mnie?!” — zastanawiałam się w panice. Lek krążący w mojej krwi sparaliżował mnie. Świadomość zanikała. Byłam przerażona i bezradna. Nie chciałam wracać z Derekiem i jego ludźmi, ale tym bardziej nie chciałam zginąć z rąk jakiegoś szaleńca. Nagle walka ustała. Słyszałam tylko ciszę i czyjeś kroki. Tuż przed sobą zobaczyłam parę czarnych skórzanych butów. Lekko uniosłam głowę. Srebrnowłosy mężczyzna pochylał się nade mną. — P... proszę... nie... z-zabijaj mnie — wymamrotałam, używając ostatka sił. — Cóż... daj mi pomyśleć, co z tobą zrobić... — Głęboki, kuszący dźwięk jego głosu dotarł do moich uszu. Zamknęłam oczy. Lek uśpił moje ciało. Kiedy ponownie je otworzyłam, słońce już wschodziło. Zorientowałam się, że leżę na ławce w parku, niedaleko miejsca, w którym straciłam przytomność. Na szczęście było jeszcze zbyt wcześnie, by ludzie przyszli do parku. Byłam tam zupełnie sama. Przykryto mnie czarnym płaszczem... mogłabym przysiąc, że to ten sam, który miał na sobie srebrnowłosy. Moja torebka leżała na ziemi tuż obok ławki. To było dziwne uczucie. Byłam przyzwyczajona do dbania o siebie. Nigdy wcześniej nikt nie ruszył mi na ratunek. Oczywiście mój stan nie nastrajał mnie do myślenia o sobie jak o bohaterce powieści... „Wygląda na to, że mój srebrnowłosy rycerz mnie uratował, ale jednak nie przejął się na tyle, by zabrać mnie do swojego zamku... Przynajmniej zabezpieczył moje dokumenty i pieniądze” — zachichotałam gorzko. Leżałam na ławce, próbując zmusić mięśnie do ruchu. Trudno było mi przetrawić to, co dokładnie wydarzyło się poprzedniej nocy. Cierpiałam na potwornego kaca, którego zafundował mi wstrzyknięty lek. Wschodzące słońce wcale nie pomagało mi w dojściu do siebie. W tamtej chwili z radością sprzedałabym duszę za środki przeciwbólowe, ale nie miałam czasu na użalanie się nad sobą. W tym mieście nie byłam bezpieczna. Mimo to nie czułam spokoju. Musiałam sprawdzić miejsce nocnego ataku, mając nadzieję, że cokolwiek znajdę. W końcu udało mi się podnieść z ławki. Poranek był chłodny, więc postanowiłam założyć czarny płaszcz, który zostawił mi mój srebrnowłosy wybawca. Wyglądał na drogi, a jego materiał był miękki i ciepły. Rękawy były za długie, musiałam je podwinąć. Cały płaszcz był tak długi, że sięgał mi niemal do kostek, ale poza tym zaskakująco dobrze leżał. Otuliłam się nim i powoli ruszyłam w stronę miejsca wczorajszej walki. Gdy tam dotarłam, zastałam kompletną pustkę. Nie było ciał, żadnych plam krwi na ziemi ani śladów walki. To tylko spotęgowało mój niepokój. „Kim on był do cholery?” — mój umysł gorączkowo szukał odpowiedzi. Być może czułabym się nieco mniej niespokojna, gdyby istniał jakikolwiek dowód na to, że wilki nie żyją. Jeśli przeżyły, z pewnością wyślą posiłki do tego miasta, by mnie szukać. Możliwe, że już zdążyły nadać sygnał. Jeśli tak się stało, mój czas zaczął gwałtownie uciekać. Rozejrzałam się raz jeszcze. Dotknęłam nawet ziemi, a potem powąchałam dłoń, szukając śladów krwi lub... zapachu wybielacza. Nie znalazłam żadnego z nich. To mogło oznaczać tylko jedno: żaden z tych wilków tutaj nie zginął. Zacisnęłam zęby. To oznaczało, że wszyscy żyją gdzieś w pobliżu. Nawet jeśli ten srebrnowłosy facet połamał większość kości w ich ciałach, zregenerowaliby się w mniej niż dwadzieścia cztery godziny. Zajęłoby to nieco dłużej, gdyby mieli złamane kręgosłupy. Nawet jeśli nie potrafiłam pojąć, co się stało, musiałam założyć, że wkrótce znów mnie zaatakują. Pobiegłam do mieszkania, co chwilę oglądając się za siebie. Spakowałam trochę ubrań, cztery zestawy dokumentów, których wcześniej nie używałam, chwyciłam laptopa i wybiegłam, zostawiając na stole jedynie krótką wiadomość dla właściciela wraz z pieniędzmi za czynsz. Wszystko robiłam w pośpiechu. Zrezygnowałam z odebrania ostatniej wypłaty od Donny i udałam się na stację kolejową. Po odebraniu gotówki ze skrytki depozytowej wybrałam losowy kierunek i kupiłam bilet. Nie był to najlepszy sposób na pożegnanie z Sunhaven, ale zdążyłam się już przyzwyczaić do zostawiania wszystkiego za sobą. Pociąg odjechał ze stacji. Dopiero wtedy poczułam, że mogę odetchnąć. Mój umysł w końcu miał czas na analizę. Miałam nadzieję, że Derek i reszta jego ekipy nie złapią mojego tropu... Ale mówiąc o tropie — wciąż miałam na sobie czarny płaszcz tamtego faceta. Uśmiechnęłam się i powąchałam kołnierz. Pachniał słabo męskimi perfumami. To był przyjemny zapach. „Poważnie?! To nie jest czas na napalanie się!” — skarciłam się za te bezwstydne myśli. „Poza tym ten facet jest niesamowicie niebezpieczny...” Nie mogłam przestać myśleć o tym, jak udało mu się samemu pokonać wszystkie te wilki. Czy on też był istotą nadprzyrodzoną? Super-kołakiem? Czy... czymś innym? Mój mózg wariował. Urodziłam się jako człowiek, ale szybko dowiedziałam się o istnieniu zmiennokształtnych, których ludzkie legendy nazywały wilkołakami. Te stworzenia miały niesamowicie ostre zmysły, były znacznie silniejsze od ludzi i potrafiły zmieniać się w wilki. Od piątego roku życia musiałam uczyć się, jak z nimi walczyć, choć nigdy nie była to wyrównana walka. Nigdy nie widziałam nikogo, kto mógłby pokonać wilkołaka... aż do tamtej nocy. „Kim on był?! Nie mógł być po prostu człowiekiem. Obraz nie był wyraźny, ale siła, której użył, na pewno nie należała do gatunku ludzkiego... Co więcej, dlaczego mi pomógł?” — zastanawiałam się, jadąc pociągiem w stronę nowego celu. Kto by pomyślał, że na odpowiedzi na moje pytania będę musiała czekać aż trzy lata...

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 4 Mój rycerz – Ratunek o północy: Krew i srebro | Czytaj powieści online na beletrystyka