Byłam o krok od utraty zmysłów. Wybiegłam z komnaty i pognałam prosto do południowego skrzydła, gdzie wiedziałam, że znajdę Marthię. Gdy tylko zobaczyłam ją siedzącą na korytarzu, tuż przed kuchnią, westchnęłam z ulgą.
— Marthio, proszę… Zadzwoń do doktora Willelma Duarta i poproś, żeby przyjechał. Powiedz mu, że to pilne — wydyszałam, ciężko łapiąc oddech.
Marthia zerwała się z miejsca i zaczęła
















