Życie Sieny legło w gruzach w ciągu jednego dnia. Wrobiona przez współpracowników w kradzież korporacyjną i zdradzona przez chłopaka, którego nakryła w łóżku z inną kobietą, nie ma się do kogo zwrócić – dopóki jej chłodny, enigmatyczny szef, Declan Sterling, nie składa jej mrożącej krew w żyłach oferty: małżeństwa kontraktowego. On potrzebuje żony, by zabezpieczyć swoje imperium, a ona deski ratunku, by oczyścić swoje imię. To czysty biznes: gruby kontrakt i mur nieprzekraczalnych granic. Zero intymności, oddzielne sypialnie i termin ważności wynoszący rok. Plan wydaje się niezawodny: uśmiechać się do paparazzi, trzymać się wersji wydarzeń i nigdy nie pozwolić, by maska opadła. Jednak gdy mściwy były chłopak Sieny przerywa ich pierwszą konferencję prasową, dziewczyna jest zmuszona zrobić coś niewyobrażalnego – pocałować mężczyznę, który wykorzystał ją jako kozła ofiarnego. Ten jeden zainscenizowany pocałunek wznieca ogień, na który żadne z nich nie było przygotowane. Od chłodnych biurowych korytarzy po przepych luksusowego penthouse'u, „profesjonalny” układ zaczyna stawać się niebezpiecznie osobisty. Gdy Siena próbuje odnaleźć się w świecie szmaragdowych sukni i rekinów z wyższych sfer, uświadamia sobie, że prawdziwy złodziej wciąż jest na wolności. Teraz musi balansować między fikcyjnym małżeństwem, obsesją niewiernego byłego i rosnącym pożądaniem do człowieka, który może być jej wybawcą – albo ostateczną zgubą. Czy w grze pozorów i władzy Siena odnajdzie prawdę, czy zagubi się w wyreżyserowanej namiętności mężczyzny, który włada jej przyszłością?

Pierwszy Rozdział

— Sienno, czy masz coś na swoją obronę? — Głos pana Bancrofta przeciął ciszę, zimny i pełen pogardy. Przełknęłam ślinę, zmuszając się do zachowania spokojnego tonu. — Ja… nie zabrałam żadnych pieniędzy. Nie mam pojęcia, skąd się wzięły te oskarżenia. Oczy pani Langley zwęziły się, a jej spojrzenie stało się ostre i wyrachowane. — Naprawdę? Bo dokładnie to samo powiedziałby złodziej. — Co? Nie! — Omiotłam wzrokiem pomieszczenie, szukając kogoś, kto mógłby mnie wesprzeć. Mój wzrok spoczął na Declanie siedzącym u szczytu stołu. Miał mocno zaciśniętą szczękę, a jego wyraz twarzy był niemożliwy do odczytania. — Panie Sterling, pan chyba w to nie wierzy? — starałam się mówić z szacunkiem, ale przez mój głos przebijała desperacja. Jego spojrzenie spotkało się z moim, ale nie było w nim ani pocieszenia, ani wsparcia. — To nie wygląda dobrze, Sienno. Te słowa uderzyły mnie niczym policzek. Poczułam, jak serce mi zamiera, ale zmusiłam się, by nie spuszczać głowy. — Zna mnie pan. Wie pan, że bym nie… nie zrobiłam tego. Milczenie Declana było miażdżące. Tessa, którą uważałam za przyjaciółkę — a przynajmniej tak mi się zdawało — pochyliła się do przodu, a na jej ustach wykwitł rozbawiony uśmiech. — Och, Sienno, nie udawaj takiej niewiniątka. — Wzruszyła lekko ramionami. — Jak to mówią: „Pragnienia potrafią napompować ludzkie ego”. Odwróciłam się do Tessy, czując, jak zdrada ściska mi gardło. — Tessa, jak mogłaś… — Wszyscy to widzimy, Sienno — przerwała mi gładko. — Myślałaś, że ujdzie ci to na sucho, bo jesteś w tak… zażyłych stosunkach z niektórymi osobami w tej firmie. — Wystarczy. — Głos pana Bancrofta był stanowczy, odprawił mnie bez słowa. — Sienno, ta firma ci zaufała, a każdy tutaj widzi dokładnie, co zrobiłaś. Przełknęłam złość, ignorując piekący wstyd na skórze. — Dziękuję za możliwość wypowiedzi — powiedziałam, ledwo panując nad drżeniem głosu. — Ja… już pójdę. -- Droga do domu dłużyła się bardziej niż zwykle, a każdy krok wydawał się cięższy pod ciężarem tysiąca myśli. W kółko odtwarzałam w głowie każdą chwilę, każde słowo, próbując zrozumieć, jak wszystko mogło się tak nagle zawalić. Kiedy w końcu dotarłam do mieszkania, otworzyłam drzwi i weszłam do środka, gotowa paść z wycieńczenia po całym dniu. Jedyne, czego pragnęłam, to porozmawiać z Bryce’em, opowiedzieć mu o wszystkim. Ale gdy tylko przekroczyłam próg, usłyszałam głosy — śmiech, i to nie tylko Bryce’a. — Bryce? — zawołałam, idąc w stronę dźwięku z żołądkiem ściśniętym w supeł. — Ja po prostu… miałam koszmarny dzień i muszę z tobą porozmawiać. Weszłam do salonu i zamarłam. Siedział tam, śmiejąc się z kobietą, której nigdy wcześniej nie widziałam. Siedziała blisko niego na kanapie, trzymając dłoń swobodnie na jego ramieniu, jakby to było jej miejsce. Podnieśli wzrok, oboje zaskoczeni. Kobieta uśmiechnęła się niemal triumfalnie, jakby rzucała mi wyzwanie. — Sienno… — zaczął Bryce, ale nie odsunął się od niej. Siedział tam tylko, gapiąc się na mnie, jakby to on był ofiarą. — Czy ja… w czymś przeszkadzam? — Mój głos był cichy, podszyty goryczą. Kobieta uniosła brew. — Cóż, zrobiło się niezręcznie — mruknęła z uśmieszkiem, powoli wstając. Zlustrowała mnie wzrokiem od stóp do głów, jakby jednocześnie mnie oceniała i przekreślała. — Zostawię was, żebyście sobie… porozmawiali. Gdy tylko wyszła, Bryce westchnął, wstał i schował ręce do kieszeni. — Posłuchaj, Sienno. Między nami… od dłuższego czasu nie było najlepiej. Wiecznie jesteś zestresowana, ciągle zostajesz po godzinach… — Och, więc to moja wina? — przerwałam mu, czując, jak wściekłość wypiera ból. — Zdradzasz mnie, bo pracuję na naszą przyszłość? Wzruszył ramionami, unikając mojego wzroku. — Może po prostu chcemy od życia czegoś innego. Nie mogę być z kimś, kto ma obsesję na punkcie swojej pracy. Zaśmiałam się gorzko, krzyżując ramiona na piersi. — Dokładnie wiedziałeś, na co pracuję. A teraz, gdy zrobiło ci się trochę trudniej, wyrzucasz to wszystko do śmieci? Nie odpowiedział, tylko westchnął, jakby ta rozmowa go nudziła. W końcu chwycił płaszcz. — Może tak będzie najlepiej. — Tak — mruknęłam, patrząc, jak wychodzi. — Może i będzie. Drzwi się zamknęły, a ja stałam w ciszy, próbując to wszystko przetrawić. Zdrada w pracy, oskarżenie o coś, czego nie zrobiłam, a teraz… to. Chciałam krzyczeć, płakać albo zemdleć. Ale nie mogłam sobie pozwolić na rozsypkę. Nie teraz. Miałam rachunki do zapłacenia i drugą pracę, która na mnie czekała. --- Ciepłe, znajome dźwięki kawiarni otuliły mnie, gdy wiązałam fartuch. Szmer rozmów, brzęk naczyń — to był pewien rodzaj ukojenia, tymczasowa ucieczka od ruiny, w jaką zamieniło się moje życie. — Ciężki dzień? — zapytał Nate, mój kolega z pracy, podając mi tacę z zamówieniami. — Nawet nie masz pojęcia — wymruczałam, próbując się uśmiechnąć. — No cóż, teraz jesteś tutaj — powiedział z uśmiechem. — Kawa za kawą, i jakoś pójdzie, co? Skinęłam głową, skupiając się na zadaniu. Poradzę sobie. Muszę. W miarę upływu wieczoru wpadłam w rytm przyjmowania zamówień i obsługi klientów. Ta powtarzalność uśmierzała ból minionego dnia, choćby odrobinę. Ale nagle podniosłam wzrok i poczułam, jak serce mi zamiera. Przy ladzie stał Declan i obserwował mnie. Zamrugałam, niepewna, czy to nie wytwór mojej wyobraźni. Ale nie, to był on — mój szef, ten sam człowiek, który milczał, gdy najbardziej go potrzebowałam. Odstawiłam tacę, wytarłam dłonie w fartuch i podeszłam. — Panie Sterling — powiedziałam cicho, starając się nie zdradzić drżenia głosu. — Ja… nie spodziewałam się pana tutaj. Uniósł brew. — Myślę, Sienno, że jesteśmy już na etapie, w którym możemy pominąć uprzejmości. — Racja. — Wymusiłam uśmiech. — Chciałam tylko… chciałam panu powiedzieć, że tego nie zrobiłam. Nigdy bym nie okradła firmy… Uniósł dłoń, uciszając mnie. — Wiem. Te słowa zupełnie mnie zaskoczyły, odbierając mowę. — Pan… wie? — Tak. — Jego spojrzenie nieco złagodniało, a przez twarz przemknął cień czegoś w rodzaju żalu. — Ale nie było innego wyjścia. Na ten moment ktoś musiał przejąć winę. Byłaś… wygodnym kozłem ofiarnym. — Kozłem ofiarnym? — Mój głos drżał z frustracji. — Byłam lojalna wobec tej firmy. Ciężko pracowałam na wszystko, a teraz jestem po prostu… — Sienno. — Jego ton stał się łagodniejszy. — Wiem, kim jesteś. Wiem, jakim jesteś człowiekiem. — Więc… jak mam to naprawić? — zapytałam z desperacją w głosie. — Jak mam oczyścić swoje imię? Milczał przez chwilę, wpatrując się we mnie intensywnie. Potem, z wyrazem twarzy, którego nie potrafiłam odczytać, pochylił się bliżej. — Jest jeden sposób — powiedział głosem niewiele głośniejszym od szeptu. Zmarszczyłam brwi, badając jego twarz. — O czym pan mówi? — Wyjdź za mnie — odpowiedział poważnym, spokojnym tonem. Świat wokół mnie zawirował. Zamrugałam, pewna, że się przesłyszałam. — Słucham? Nawet nie drgnął. — Wyjdź za mnie, Sienno. To jedyny sposób, żeby to naprawić.

Odkryj więcej niesamowitych treści