— Declan, to absurdalne — wymamrotałam, wiercąc się niespokojnie na siedzeniu pasażera w jego lśniącym, czarnym samochodzie. — Nie możesz mnie tak po prostu zaskakiwać takimi rzeczami!
— Wyluzuj, Siena — odparł Declan, a jego ton był irytująco spokojny. Poprawił krawat, nawet na mnie nie patrząc. — Przeżyjesz. Może nawet będziesz się dobrze bawić.
— Bardzo mało prawdopodobne — odcięłam się, splata
















