— Uśmiechnij się, Sieno — mruknął Declan. Jego głos był cichy, ale władczy, a dłoń wciąż spoczywała pewnie na mojej talii. — Nie pozwól im zobaczyć, że tracisz grunt pod nogami.
Moje tętno przyspieszyło, gdy próbowałam odzyskać rezon, zmuszając usta do wyćwiczonego uśmiechu. Jednak pod tą maską w mojej głowie aż huczało. To nie było tylko przytłaczające — to było duszące.
Reporter zwlekał jeszcze przez chwilę, z obiektywem wciąż skierowanym w naszą stronę, zanim przeniósł uwagę na kogoś innego. Cicho wypuściłam powietrze, ale Declan nie poluzował uścisku.
— Czy zawsze jesteś tak apodyktyczny, czy tylko ja dostaję takie specjalne traktowanie? — wymamrotałam pod nosem.
Kącik ust Declana drgnął, niemal układając się w półuśmiech. — Tylko wtedy, gdy ktoś tego potrzebuje — odparł chłodno.
— Jasne — odcięłam się, a w moim głosie pobrzmiewała czysta sarkazm. — Bo potknięcie się o własną suknię to zbrodnia karana publicznym upokorzeniem.
Jego dłoń na mojej talii przesunęła się nieznacznie, przyciągając mnie o ułamek bliżej. — Nie jesteś upokorzona. Wszystko jest w porządku — powiedział teraz łagodniejszym tonem. — To nie jest tak wielka sprawa, jak ci się wydaje. Po prostu... daj się prowadzić.
Otworzyłam usta, by odpowiedzieć, ale intensywność jego spojrzenia mnie powstrzymała. W jego oczach było coś nieodgadnionego, coś, co sprawiło, że moje serce na moment zamarło.
Muzyka przeszła w wolniejszy rytm, a ja poczułam, jak atmosfera wokół nas się zmienia. Pary kołysały się wspólnie, a światła przygasły na tyle, by stworzyć iluzję intymności.
— Nic mi nie jest, Declan — powiedziałam cicho, starając się zignorować fakt, że tętno mi przyspiesza pod wpływem jego bliskości. — Nie musisz ciągle grać wybawcy.
— Kto powiedział, że gram? — Jego głos był niski, a sposób, w jaki jego wzrok powędrował na moje usta, sprawił, że zaparło mi dech.
Zanim zdążyłam zareagować, odgłos śmiechu przyciągnął moją uwagę do krawędzi sali balowej. Grupa elegancko ubranych kobiet i mężczyzn rozmawiała ożywiona, roztaczając wokół siebie magnetyczną aurę. Jeden z nich, mężczyzna o swobodnym uśmiechu i pewnym siebie wyglądzie, przykuł mój wzrok.
Patrzył prosto na mnie.
Declan natychmiast to zauważył. Cały zesztywniał, jego szczęka się zacisnęła, a uścisk na mojej talii stał się niemal zaborczy.
— Kto to jest? — zapytałam, zaciekawiona wbrew sobie.
— Nikt ważny — uciął Declan, ale jego ton zdradzał coś głębszego — irytację, a może nawet zazdrość.
Mężczyzna postąpił krok naprzód, unosząc kieliszek w naszym kierunku z przyjaznym skinieniem głowy. Odpowiedziałam uprzejmym uśmiechem, ale reakcja Declana była natychmiastowa.
— Musimy porozmawiać — rzucił ostro, odciągając mnie z parkietu, nie czekając na odpowiedź.
— Declan, co ty wyprawiasz? — syknęłam, potykając się lekko, gdy próbowałam nadążyć za jego długimi krokami.
Nie zatrzymał się, dopóki nie znaleźliśmy się w spokojniejszym kącie sali, z dala od ciekawskich spojrzeń tłumu.
— O co ci chodzi? — zażądałam wyjaśnień, wyrywając ramię z jego uścisku.
— O co mi chodzi? — Odwrócił się do mnie z mrocznym wyrazem twarzy. — Ty mi powiedz, Sieno. Dobrze się tam bawiłaś?
— Czy dobrze się bawiłam? — powtórzyłam z niedowierzaniem. — Declan, uśmiechnęłam się do faceta, który akurat na mnie spojrzał. To ledwie można uznać za przewinienie.
— Jesteś moją żoną — powiedział niskim, lecz ostrym głosem. — Przynajmniej tak wierzą wszyscy zgromadzeni. Jak myślisz, jak to wygląda, kiedy zaczynasz się tak uśmiechać do innych mężczyzn?
Wpatrywałam się w niego osłupiała. — Żartujesz sobie, prawda? O co tak naprawdę tu chodzi?
— Chodzi o zachowanie pozorów, Sieno — odparł rzeczowo, ale w jego oczach płonęło coś głębszego.
Splotłam ramiona na piersi, mrużąc oczy. — Och, więc o to chodzi? O pozory? Bo z mojej perspektywy wygląda to raczej tak, jakbyś wpadał w szał, bo ktoś inny na mnie spojrzał.
Podszedł bliżej, górując nade mną, a jego głos przeszedł w niebezpieczny szept. — Nie prowokuj mnie, Sieno. Nie masz pojęcia, jak delikatna jest ta sytuacja.
Zaśmiałam się, ale był to śmiech pozbawiony rozbawienia. — Delikatna? Declan, to nie są negocjacje o wysoką stawkę. To gala. I zgadnij co? Ludzie patrzą na innych ludzi. Pogódź się z tym.
Zacisnął szczękę, a mięsień na jego policzku drgnął, gdy walczył o zachowanie kontroli. — Myślisz, że to żart?
— Myślę, że wyolbrzymiasz to do granic możliwości — odcięłam się. — Chyba że... — Przechyliłam głowę, a na moich ustach błąkał się cień uśmieszku. — Chyba że nie chodzi tylko o pozory. Może jesteś zazdrosny?
Cisza, która zapadła, była ogłuszająca. Wzrok Declana spoczął na moim, jego wyraz twarzy był nieodgadniony, ale napięcie między nami stało się wręcz namacalne.
— Nie jestem zazdrosny — powiedział w końcu, głosem zimnym i precyzyjnym.
— Jasne — przeciągnęłam słowo. — Wmawiaj to sobie dalej, Declan.
Zanim zdążyłam nabrać tchu, skrócił dystans między nami. Jego dłoń wsunęła się na dół moich pleców, przyciągając mnie mocno do siebie. Serce waliło mi o żebra, gdy jego druga dłoń ujęła moją szczękę, a kciuk przesunął się po moim policzku.
— Myślisz, że to gra? — zapytał niskim, chropowatym głosem.
Przełknęłam ciężko ślinę, a żar bijący z jego bliskości uniemożliwiał mi jasne myślenie. — Może i tak — szepnęłam, a mój głos lekko drżał.
Jego oczy pociemniały i przez chwilę myślałam, że mnie pocałuje. Zamiast tego jednak pochylił się blisko, muskając ustami moje ucho.
— Przesuwasz granice, Sieno — mruknął, a jego oddech był ciepły na mojej skórze. — Pewnego dnia mogę oddać ci z tą samą siłą.
Oddech mi zamarł. Nienawidziłam tego, jak wielkie wrażenie wywarły na mnie jego słowa. — To groźba?
— To ostrzeżenie — odparł po prostu, głosem opanowanym.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, ktoś za nami odchrząknął. Podskoczyłam, odsuwając się od Declana tak szybko, jak tylko mogłam.
Stał tam mężczyzna w nienagannym garniturze, z uniesionymi brwiami wyrażającymi lekkie rozbawienie. — Przepraszam, że przeszkadzam — powiedział, choć jego ton sugerował, że wcale nie jest mu przykro. — Declan, gospodarz prosi cię do siebie.
Declan skinął krótko głową, zatrzymując na mnie wzrok jeszcze przez sekundę, po czym się odwrócił. — Zostań tutaj — rzucił przez ramię tonem, który nie znosił sprzeciwu.
Gdy odchodził, próbowałam uspokoić oddech, a myśli kłębiły mi się w głowie. Co tu się, do diabła, wydarzyło?
Odeszłam na skraj sali balowej, udając, że podziwiam lśniące żyrandole, podczas gdy starałam się dojść do siebie. Powietrze wydawało się ciężkie, a napięcie tej nocy przytłaczało mnie. Byłam tak pogrążona w myślach, że nie zauważyłam powrotu Declana, dopóki jego dłoń nie zacisnęła się pewnie na moim ramieniu.
— Chodź ze mną — powiedział głosem ostrym i cichym.
— Declan, co... —
— Już — uciął.
Ledwie zdążyłam zareagować, gdy wyprowadził mnie z sali balowej przez boczne drzwi do słabo oświetlonego korytarza. Gwar galii cichł za nami, gdy zatrzymał się nagle i odwrócił twarzą do mnie.
— O co ci znowu chodzi? — zażądałam, wyrywając ramię. — Nie możesz mnie tak po prostu wywlekać jak... —
Declan przeczesał dłonią włosy, mając mocno zaciśniętą szczękę. — Zostałaś wrobiona — powiedział ponuro.
Mrugnęłam z zaskoczenia. — O czym ty mówisz?
Wzrok Declana spoczął na moim, nieugięty i poważny. — Ktoś rozpuszcza plotki na nasz temat. Na twój temat.
Poczułam skurcz w żołądku. — Jakie plotki?
Zawahał się, a jego twarz przybrała mroczny, nieprzenikniony wyraz. — Że to małżeństwo to farsa. Że jesteś w tym tylko dla pieniędzy.
Te słowa uderzyły mnie niczym cios w brzuch. — Co? To niedorzeczne!
— Wiem — odparł Declan, teraz już łagodniej, ale nie mniej intensywnie. — Ale to poważna sprawa, Sieno. Jeśli to wyjdzie na jaw, może zniszczyć wszystko.
Wpatrywałam się w niego, czując ciężar jego słów. — Kto mógłby to zrobić?
Zacisnął szczękę i przez moment wyglądał, jakby chciał powiedzieć coś więcej. Potem jednak potrząsnął głową. — Jeszcze nie wiem. Ale ktokolwiek to jest... obserwuje nas.
Powietrze stało się chłodniejsze, cięższe. Rozejrzałam się po przyciemnionym korytarzu, czując się nagle wystawiona na widok publiczny. — Co mamy robić? — zapytałam szeptem.
Declan podszedł bliżej, emanując spokojem i pewnością siebie. — Musimy być o krok przed nimi — powiedział stanowczo. — Ale Sieno — to oznacza koniec gier. Koniec przesuwania granic. Nie możemy sobie pozwolić na żaden błąd.
Przełknęłam ciężko ślinę, a serce łomotało mi w piersi. — Dobrze — odparłam drżącym, ale rezolutnym głosem.
Declan skinął głową, nie spuszczając ze mnie swojego przenikliwego wzroku. — Dobrze.
Lecz gdy się odwrócił, mój wyraz twarzy jeszcze bardziej spochmurniał, a przez moje oblicze przemknął cień.
Sprawy zaraz zaczną się mocno komplikować.
















