— Nie rozumiesz, prawda?
Mój głos poniósł się echem po sali konferencyjnej, przecinając duszącą ciszę. Nie chciałam, żeby zabrzmiał aż tak ostro, tak desperacko, ale słowa zaczęły żyć własnym życiem. Declan nawet nie drgnął. Po prostu tam siedział, z postawą tak irytująco opanowaną, a jego wyraz twarzy, jak zawsze, nie zdradzał absolutnie niczego.
Nie odpowiedział mi. Nigdy nie odpowiadał wtedy,
















