Przez sekundę żadne z nas się nie poruszyło.
Matka Declana stała w progu, mrużąc oczy i patrząc to na jedno, to na drugie z nas. Powietrze zdawało się gęstnieć, a waga jej słów przygniatała pokój niczym ołowiany koc.
Declan pierwszy odzyskał rezon. Odepchnął się od ściany, a jego twarz przybrała ten nieprzenikniony, idealnie kontrolowany wyraz, który zawsze nosił publicznie. – Mamo, coś ci się prz
















