— Chyba żartujesz? — Wpatrywałam się w Declana z założonymi rękami. On opierał się swobodnie o kuchenny blat, a w kąciku jego ust błąkał się ten irytujący półuśmieszek.
— Nie żartuję — odparł gładko, unosząc dwa bilety niczym jakąś ofertę pokojową. — Wszystko już zarezerwowane. Wylatujemy jutro rano.
Zwęziłam oczy, nie zamierzając mu tego ułatwiać. — I sam o tym zdecydowałeś?
— To część naszego
















