Powinnam była wiedzieć, że coś jest nie tak, w tej samej sekundzie, gdy Vivian się do mnie uśmiechnęła.
Ona i Genevieve wezwały Declana i mnie do posiadłości Rutherfordów na coś, co nazwały „spotkaniem rodzinnym”. Założyłam, że to kolejna runda subtelnych złośliwości i uprzejmych zniewag przebranych za rady.
Bywałam w posiadłości Sterlingów już kilkakrotnie, ale wciąż nie mogłam wyjść z podziwu za
















