Następnego ranka obudził mnie znajomy dźwięk garnków obijających się o siebie w kuchni. Jęcząc, sprawdziłam godzinę — 6:12. Zdecydowanie za wcześnie na cokolwiek poza kawą.
Gdy wygramoliłam się z sypialni, o mało nie potknęłam się o małego robota zaparkowanego na korytarzu. Plecak Leo opierał się o ścianę, a ścieżka z kredek prowadziła prosto do kuchni niczym okruszki chleba.
Kiedy dotarłam do k
















