W domu panowała upiorna cisza, którą mąciło jedynie ciche stukanie moich obcasów o marmurową podłogę. Nie był to kojący spokój. Miałam wrażenie, że to cisza przed burzą – taką, na którą nie byłam gotowa.
Zatrzymałam się w progu gabinetu Declana, obserwując, jak przegląda papiery na biurku. Podniósł wzrok, a jego przenikliwe oczy złagodniały, gdy napotkały moje.
– Późno wróciłaś – powiedział, opier
















