Później tego wieczoru, w kawiarni pobrzmiewała cicha powolność, która pojawiała się tylko w porze zamknięcia. Ostatni klient wyszedł prawie godzinę temu i teraz zostałyśmy już tylko ja, mama i Hazel. Deszcz miękko mżył, odbijając się o okna i tworząc smugi na szkle. Przyćmiony blask ulicznych latarni na zewnątrz malował złote wzory na stolikach.
Wytarłam blat po raz trzeci, przeciągając ten momen
















