Zaczęło się od poszukiwań kawy.
Pewnego ranka błąkałam się po ogromnej rezydencji Declana, ubrana w jedną z jego za dużych koszul i parę puszystych skarpet, gdy nagle poczułam się beznadziejnie zagubiona.
— To miejsce jest absurdalne — wymruczałam, zaglądając do kolejnego pustego pokoju. — Kto w ogóle potrzebuje aż tylu drzwi?
Declan wspomniał, że kuchnia jest „tuż za korytarzem”, ale koryta
















