— Śpisz?
Zasypany głos w mojej głowie próbował kłócić się z moim snem. „Dlaczego widzę Declana w moich snach, to musi być koszmar”… wymamrotałam, próbując odpłynąć z powrotem w resztki snu, ale głos był nieugięty.
— Sienno. Śpisz czy nie?
Jęknęłam, a moje oczy powoli się otworzyły i — och, on był prawdziwy. Stał tuż obok w moim pokoju, patrząc na mnie z góry z uśmieszkiem, który o tak wczesnej porze wydawał się zdecydowanie zbyt pewny siebie.
— Declan? Co ty robisz w moim pokoju? — warknęłam, naciągając prześcieradło. — Wyraźnie powiedziałam, że śpimy w osobnych pokojach.
— I tak zrobiliśmy. Spałem w gościnnym — odparł gładko, powstrzymując uśmiech. — Ale jestem tu teraz, bo mamy robotę. Potrzebuję cię dzisiaj w pełni sił i gotową do działania.
— W pełni… czekaj, gotową na co? — zapytałam z umysłem wciąż spowitym mgłą.
Declan wyciągnął z kieszeni płaszcza mały stosik fiszek i mi go podał. — Przestudiuj to. To wszystko, co musisz wiedzieć na konferencję prasową.
Zamrugałam, przeglądając karty. — Konferencja prasowa? Mogłeś mi powiedzieć wcześniej.
— Powiedziałem ci — wczoraj wieczorem. Pamiętasz, jak mówiłem o publicznym wystąpieniu?
Westchnęłam, zbyt zmęczona na kłótnię. Przeleciałam wzrokiem po fiszkach. Pierwsze kilka było prostych: Gdzie się poznaliśmy: gala charytatywna. Jak długo jesteśmy razem: dwa lata.
Pokręciłam głową z niedowierzaniem. — To jest… bardzo szczegółowe. „Ulubione danie, które razem gotujemy”? Naprawdę?
Declan tylko się uśmiechnął. — Lubię być skrupulatny.
Czytałam dalej. Ulubione miejsce na wspólne wakacje: wybrzeże. A potem…
— Czekaj — powiedziałam, unosząc jedną z kart. — Kto się pierwszy oświadczył? Dlaczego tu jest napisane, że to ja się oświadczyłam pierwsza?
Wzruszył ramionami, próbując ukryć rozbawienie. — Czy to ma znaczenie?
— Ma! Bo z tego, co pamiętam, to ty poprosiłeś mnie o rękę.
Zaśmiał się, wyraźnie rozbawiony moją indignacją. — Potraktuj to jako część przedstawienia. Prasa to połknie.
Zmrużyłam oczy, przeglądając resztę. — Za bardzo ci się to podoba.
— Przyznaję się do winy — powiedział, ani trochę nie zaprzeczając.
— Czy jest coś jeszcze, co muszę wiedzieć? Na przykład, czy mamy żółwia domowego o imieniu Maurycy albo coś w tym stylu?
— Tylko jeśli bardzo go chcesz — odparł śmiertelnie poważnie, co sprawiło, że zachichotałam wbrew sobie.
— Dobra — westchnęłam. — Miejmy to już za sobą.
— No dalej, szykuj się. Wychodzimy za godzinę. — Odwrócił się do wyjścia, rzucając mi ostatnie rozbawione spojrzenie przez ramię.
Rzuciłam poduszką w drzwi, gdy tylko się za nim zamknęły.
PERSPEKTYWA DECLANA
Gdy wyszedłem z pokoju Sieny, zadzwoniłem do Gideona, mojego szefa ochrony.
— Declan — odebrał natychmiast.
— Dzień dobry. Muszę, żebyś wzmocnił ochronę na dzisiejszej konferencji prasowej. Nie chcę żadnych niespodzianek ani zakłóceń.
— Zrozumiałem. Jakieś konkretne obawy?
— Niezupełnie — odparłem, omiatając wzrokiem korytarz. — Po prostu dopilnuj, żeby wszystko było pod kontrolą. Chcę, żeby to poszło gładko.
— Podwoję liczbę ludzi — potwierdził Gideon przed rozłączeniem się.
Schowałem telefon do kieszeni, biorąc głęboki oddech. Zbyt ciężko pracowałem nad tym układem, żeby wszystko posypało się przy naszym pierwszym wspólnym wystąpieniu.
POWRÓT DO PERSPEKTYWY SIENY
Godzinę później zmieniłam się z półprzytomnej Sieny w idealny obraz panny młodej Declana Sterlinga. Dotarliśmy na konferencję prasową, gdzie w rzędach ustawili się dziennikarze, a aparaty zaczęły błyskać, gdy tylko wysiedliśmy z samochodu. Trzymałam głowę wysoko, mimo że każda cząstka mojego ciała krzyczała, że tu nie pasuję.
Usiedliśmy przy głównym stole, a Declan delikatnie ścisnął moją dłoń, zanim reporterzy zasypali nas gradem pytań.
— Jak się państwo poznali? — zapytał jeden z nich na samym początku.
— Na gali charytatywnej — odpowiedziałam, czując dziwną dumę, że to zapamiętałam.
— A jak długo są państwo razem?
— Dwa lata — wtrącił Declan, uśmiechając się do mnie ciepło, jakby to wszystko było prawdą.
Już zaczynałam czuć się swobodnie, kiedy dostrzegłam w tłumie mężczyznę, który patrzył prosto na mnie ze zmrużonymi oczami. Nie, to niemożliwe. Serce mi zamarło, gdy zdałam sobie sprawę, że to Bryce, mój były.
---
PERSPEKTYWA BRYCE’A
Bezmyślnie przeglądałem telefon, gdy wyskoczyło powiadomienie: Na żywo: Magnat biznesowy Declan Sterling przedstawia nową żonę.
Otworzyłem to z ciekawości i oto była ona — Siena, ubrana idealnie, siedząca obok samego Declana Sterlinga, odpowiadająca na pytania, jakby byli… małżeństwem?
Co do diabła? Moja szczęka się zacisnęła. Jak mogła mi to zrobić? W jednej chwili jest ze mną, a w następnej wychodzi za jakiegoś miliardera? Myślała, że może mnie tak po prostu zostawić?
Wpychając telefon do kieszeni, wyszedłem z mieszkania wściekły, kierując się prosto tam, gdzie odbywała się konferencja. Nie ma mowy, żeby uszło jej to na sucho.
---
POWRÓT DO PERSPEKTYWY SIENY
Właśnie kończyłam odpowiadać na pytanie, gdy w głębi sali wybuchło zamieszanie. Declan i ja odwróciliśmy się w samą porę, by zobaczyć Bryce’a przepychającego się przez tłum reporterów; wyglądał tu zupełnie nie na miejscu.
— Sienno! — zawołał tak głośno, że każdy mikrofon to wyłapał. — Sienno, co to wszystko ma znaczyć?
— Kto to jest? — szepnął Declan, posyłając mi zaciekawione spojrzenie.
Pokręciłam szybko głową, szepcząc: — Były.
Uścisk Declana na mojej dłoni się zacieśnił, ale Bryce go zignorował, patrząc prosto na mnie. — Wciąż jesteś moją dziewczyną, pamiętasz? — wrzasnął. — Co ty tu robisz, udając, że jesteś z nim?
Poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy, gdy dziesiątki oczu zwróciły się w moją stronę, a szepty reporterów wezbrały na sile.
— Co… co ty tutaj robisz, Bryce? — wykrztusiłam, próbując zachować fason.
— Och, nie udawaj zdziwionej — zakpił. — Wszyscy powinni wiedzieć, co się naprawdę dzieje. Myślisz, że możesz mnie po prostu zostawić i odstawiać tę szopkę?
Szepty w sali stawały się coraz głośniejsze, czułam na sobie coraz bardziej świdrujące spojrzenia. Declan pochylił się ku mnie, jego twarz była spokojna, ale uścisk stanowczy. — Trzymaj się mnie — szepnął.
Ale Bryce nie skończył. — Nie oszukasz wszystkich, Sienno. Wciąż należysz do mnie. To wszystko to zwykła farsa!
Wzięłam głęboki oddech, zmuszając się do skupienia. Był tylko jeden sposób, żeby to uciąć.
Wstałam, zwracając się do zgromadzonych, i powiedziałam tak wyraźnie, jak tylko potrafiłam: — Nie mam pojęcia, o czym ten człowiek mówi. Declan jest miłością mojego życia. To jedyny mężczyzna, jakiego kiedykolwiek pragnęłam, a tej osoby w ogóle nie znam.
Nie czekając na reakcję, pochyliłam się ku Declanowi i w nagłym odruchu przycisnęłam swoje usta do jego. Jego dłoń spoczęła na moim karku, przyciągając mnie blisko i na chwilę wszystko inne przestało istnieć — błyski aparatów, zszokowane pomruki, a nawet wściekłe protesty Bryce’a.
Tłum wybuchł oklaskami, a kamery zrobiły na nas zbliżenie, uwieczniając każdą sekundę naszego wyreżyserowanego pocałunku. Ale przez ułamek sekundy wcale nie wydawał się wyreżyserowany.
W końcu się odsunęliśmy, a Declan spojrzał na mnie z błyskiem zaskoczenia w oczach.
Odwróciłam się z powrotem do tłumu, opanowując emocje. — Declan i ja bardzo się kochamy — ogłosiłam. — Każdy, kto twierdzi inaczej, jest… po prostu w błędzie.
— To jeszcze nie koniec, Sienno. Sprawię, że do mnie wrócisz! — Bryce wciąż krzyczał, ale ochrona w końcu wkroczyła do akcji, wyprowadzając go z budynku. Wypuściłam powietrze, którego nieświadomie nie wypuszczałam, gdy drzwi zamknęły się za nim.
Gdy konferencja dobiegła końca i szliśmy do samochodu, Declan zwrócił się do mnie z rozbawioną miną.
— Dobry ruch z tym pocałunkiem — powiedział, nie mogąc powstrzymać uśmieszku.
Wywróciłam oczami, starając się nie odwzajemnić uśmiechu. — Jesteś mi za to dłużny.
— Och, nie martw się — odparł, a w jego oczach tańczyły te znajome iskierki przekory. — W pełni zamierzam ci się odpłacić.
I z tymi słowami przytrzymał mi drzwi samochodu, po czym odjechaliśmy, zostawiając za sobą chaos konferencji prasowej — ale choć udało mi się zażegnać dzisiejsze kłopoty, wiedziałam jedno… drama dopiero się zaczynała.
















