Ogród był jedynym miejscem, które wydawało się wystarczająco ciche, by móc pomyśleć.
Do późnego poranka słońce zdążyło ogrzać kamienne ścieżki, ale przez żywopłoty przebijał chłodny wiatr, niosący słabą woń róż i lawendy. Szłam krętą dróżką, kroki cicho stąpały po żwirze, a cisza napierała na mnie zewsząd.
Słowa Vivian z poprzedniego wieczoru nie dawały mi spokoju.
Z Declanem sobie poradzę. Mar
















