— Ktoś nas obserwuje — wymamrotał Declan głosem cichym, lecz stanowczym. Jego przenikliwe spojrzenie krążyło między niewinną różą na stole a widokiem za balkonem.
— Obserwuje mnie — poprawiłam go, krążąc nerwowo obok kanapy. — I może następnym razem mógłby sobie darować tę teatralność. Zwykły bilecik by wystarczył.
— To nie są żarty, Siena — uciął ostro. — Ten, kto zostawił tę różę, chce ci zamies
















