TESSA
Poranne słońce rzucało złoty blask na ciche ulice miasta, gdy dotarłyśmy do Praline. W chwili, gdy pociągnęłam za ciężkie, szklane drzwi wejściowe, obmył nas znajomy, kojący zapach ekstraktu z wanilii i palonych ziaren kawy. Zaledwie sekundy potrzebowała Ivy, by wyrwać swoją małą rączkę z mojego uścisku i popędzić przez czarno-białą podłogę w szachownicę.
– Martha! – pisnęła Ivy, a jej jasny
















