VAUGHN
Moje serce waliło ciężko z obietnicą bólu. Dotkliwego, bezlitosnego bólu.
– Ale…
– Żadnych „ale”, Tesso.
W tej chwili podszedłem już tak blisko, że dzieliło nas zaledwie kilka cali. Nasza bliskość niepokoiła Tessę, było to wypisane na jej twarzy. Gdybym był mniejszym draniem, cofnąłbym się, ale nim nie byłem.
Zamiast tego chwyciłem ją za łokieć i poprowadziłem w stronę kanapy. Ruchem głowy
















