VAUGHN
Odstawienie Ivy do domu było trudniejsze, niż powinno. Zdawało się, że nie przeczuwa, by działo się coś złego, ale mój własny niepokój nieustannie wzrastał. Gdy wbiegła do środka, by przywitać się z psami, zawaham się na moment w drzwiach, patrząc, jak jej drobna postać znika w bezpiecznym wnętrzu naszego domu.
Hector stał z boku, a jego typowy, łagodny wyraz twarzy stanowił drobne pociesze
















