TESSA
Stella, jak dowiedziałam się z jej imienia, wróciła dwie godziny temu. Jej zachowanie było spokojne, prawie zbyt spokojne jak na tę sytuację. Zapewniła mnie, że zrobiła swoje i wkrótce będę mogła wrócić do domu. Ale słowo „dom” wydawało się odległym marzeniem — kruchym szeptem w burzy moich myśli. Nadzieja była niebezpieczna. Życie uświadomiło mi to nader wyraźnie. A jednak, wbrew zdrowemu r
















