TESSA
Miękkie, kojące światło na moich ścianach, namalowane złocistymi odcieniami zachodzącego słońca, przynosiło mi niewiele pocieszenia pośród chaosu rozsianego na podłodze. Moja walizka leżała tam w rozsypce – ubrania rozrzucone we wszystkich kierunkach, jakby w przypływie buntu postanowiła spakować się sama.
Siedziałam po turecku na kanapie, bezczynnie bawiąc się luźnymi nitkami mojego swetra.
















