VAUGHN
Obserwowałem go przez chwilę, pozwalając, by ciężka cisza rozciągnęła się między nami przekraczając granicę. Wcześniejsze żarty wyblakły, zastąpione przez ponurą rzeczywistość korporacyjnej harówki. Zdecydowałem, że najlepiej będzie pozostawić jego komentarz w tym miejscu, zachowując myśli dla siebie. Zmieniając obiekt zainteresowania, chwyciłem wierzchni stos raportów finansowych leżących na moim mahoniowym biurku, a sztywny papier zaszeleścił pod moim uściskiem.
– Mówiąc o obowiązkach – mruknąłem, nawet nie trudząc się podniesieniem wzroku znad arkuszy kalkulacyjnych. – Najdroższy tatuś oficjalnie wezwał nas na uroczystą rodzinną kolację w nadchodzący weekend.
Nawet zmuszenie się do przepchnięcia tych słów przez gardło pozostawiło ostry, gorzki posmak w ustach. Sama myśl o siedzeniu przy długim, pretensjonalnym stole jadalnym z tym człowiekiem sprawiała, że zaciskałem szczękę.
– Hmm – stęknął Ronan, opierając się mocniej o skórzaną sofę. – Naprawdę zamierzasz wziąć w tym udział?
Przewróciłem oczami, nie odrywając wzroku od liczb na stronie. Mógłbym zedrzeć farbę ze ścian tego biura i spędzić cały weekend na obserwowaniu, jak schną. Nadal interesowałoby mnie to nieskończenie bardziej niż cierpienie podczas duszącej kolacji z moim ojcem.
– Dla matki – stwierdziłem beznamiętnie.
Podniosłem wtedy wzrok, spotykając oczy mojego brata, zachowując przy tym stoicki wyraz twarzy. Naprawdę myślał, że wspomnienie o naszej matce zmieni dynamikę. Nie żywiłem krztyny prawdziwego uczucia do żadnego z moich rodziców. Ciągłe manipulacje, chłodne kalkulacje – ta konkretna część mojego człowieczeństwa wyłączyła się dawno temu. Ale Ronan nie znał pełnej skali zgnilizny w strukturze naszej rodziny. Zamierzałem być ostatnią osobą na ziemi, która zrujnuje jego pozostałe złudzenia. Musiałem chronić każdy strzęp normalności, w który wciąż wierzył, nawet jeśli oznaczało to przetrwanie żałosnego wieczoru.
Ostre pukanie w ciężkie dębowe drzwi przerwało moje myśli.
– Wejść – zawołałem.
Drzwi się otworzyły i do środka wmaszerowała Nadine. Moja asystentka posiadała bystry umysł i absurdalnie pyskaty charakter, który jakimś cudem wciąż zapewniał jej zatrudnienie.
– Nadine. Idealne wyczucie czasu – powiedziałem, odchylając się w fotelu. – Właśnie o tobie myślałem.
Uniosła idealnie wyprofilowaną brew, opierając dłoń na biodrze. – Czy to znaczy, że w końcu zdecydowałeś się mi oświadczyć, szefie? Mam umówić się na manicure? Żebyś wiedział, oczekuję romantycznych oświadczyn o zachodzie słońca. Nic poniżej tego poziomu.
Z mojego gardła wydobył się cichy chichot. Nadine i ja trzymaliśmy się razem od czasów szkoły średniej. A dokładniej mówiąc, to ona nie pozwalała mi na odrobinę samotności, przekonana, że mój brak umiejętności społecznych doprowadzi mnie do przedwczesnego grobu z powodu izolacji.
– Masz fatalne poczucie humoru – warknął Ronan. Jego głos brzmiał chropawo, a głębokie niezadowolenie odbiło się echem od ścian biura. Gardził jej żartobliwym zachowaniem.
Nadine nawet nie drgnęła. Zaoferowała lekceważące wzruszenie ramionami, a materiał jej jedwabnej bluzki uchwycił światło lamp na suficie. – Kwestia perspektywy, Ronan.
– Nadine, doroczne obchody – wtrąciłem. Niezależnie od tego, jak niesamowicie zabawne było obserwowanie, jak mój brat się wścieka z jej powodu, wydarzenie Keystone Associates było priorytetem.
Machnęła do mnie dłonią, a na jej ustach zagościł zadowolony z siebie uśmiech. – Wszystkie przygotowania są dopięte na ostatni guzik. Obiekt jest przygotowany, a zaproszenia zostały wysłane dziś rano. Nigdy nie znajdziesz pracownika takiego jak ja, Vaughn.
Nie mogłem dyskutować z tym faktem. Mimo swojego nieustępliwego nastawienia, pozostawała najbardziej kompetentną osobistą asystentką w całym mieście.
– Dziękuję.
– Nie ma za co – odpowiedziała gładko Nadine. – A w zamian za moje bezbłędne usługi, proszę o pozwolenie na wcześniejsze wyjście z biura dzisiejszego dnia. Mam randkę. – Przy ostatnim słowie błysnęła jasnym, niezaprzeczalnym uśmiechem.
Zanim w ogóle zdążyłem przetworzyć jej prośbę, głos Ronana opadł do niskiego, intensywnego rejestru, który zawibrował w pomieszczeniu.
– Randkę?
Głowa Nadine odwróciła się w jego stronę gwałtownie. Zmierzyła jego wściekłe spojrzenie z całkowitym, nieskrywanym buntem. – Masz problemy ze słuchem?
Usiadłem głębiej w moim skórzanym fotelu, splatając dłonie na brzuchu. Napięcie zagęszczające powietrze między nimi było rozrywką najwyższej klasy. Ronan posłał jej twarde, lodowate spojrzenie, a na jego szczęce pulsowała żyła, podczas gdy Nadine trwała na swojej pozycji, odmawiając zerwania kontaktu wzrokowego. Niewypowiedziane tarcie iskrzyło w pokoju.
Po długiej, zawieszonej chwili w końcu przerwała pojedynek na spojrzenia i popatrzyła z powrotem na mnie. – Więc...
– Tak – powiedziałem, wskazując gestem na drzwi. – Idź. Baw się dobrze tego wieczoru.
Nawet gdy te słowa opuszczały moje usta, czułem, jak spojrzenie Ronana przesuwa się, wypalając dziurę bezpośrednio w boku mojej głowy.
– A ty upewnij się, że przemyślisz te oświadczyny o zachodzie słońca – rzuciła Nadine przez ramię, wychodząc sprężystym krokiem z biura i zatrzaskując za sobą drzwi.
Powstrzymanie uśmiechu kosztowało mnie wszystko. Odwróciłem się do mojego brata. – Uspokój się. Cały budynek wyczuwa z daleka twoją zazdrość.
Ronan po prostu wpatrywał się we mnie pustym wzrokiem, a jego oczy były całkowicie matowe. – Pierdol się.
TESSA
Przewijałam w nieskończoność menu Netflixa, szukając czegoś dobrego do obejrzenia. W mieszkaniu panowała rzadka, spokojna cisza. Ivy w końcu uspokoiła się i zasnęła w swoim pokoju, a miękki blask jej lampki nocnej wylewał się na korytarz. Naprawdę bardzo pragnęłam zamienić ten wieczór w przytulny seans filmowy z Oscarem. Desperacko potrzebowaliśmy czasu tylko dla siebie. Pomyślałam, że moglibyśmy zamówić dużą pizzę, zwinąć się w kłębek na kanapie i choć raz po prostu cieszyć się swoją obecnością.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Rzuciłam pilota na poduszki i pospieszyłam do drzwi wejściowych.
– Cześć – powiedział Oscar, wchodząc do środka. Posłał mi zmęczony, zdawkowy uśmiech. Nawał pracy pod koniec roku dawał mu się we znaki, co było widać po ciężko opadniętych ramionach.
– Cześć! – Stanęłam na palcach i złożyłam miękki pocałunek na jego ustach. – Właśnie miałam zamówić nam jedzenie. Czy pizza brzmi dobrze?
Odsunął się, kręcąc głową. – Nie chcę jedzenia na wynos. Czy możesz mi po prostu ugotować ciepły posiłek?
Przełknęłam natychmiastowo wezbrane rozczarowanie. – Och. Um, tak. Jasne.
– Dziękuję, kochanie. – Złożył szybki, lekceważący pocałunek na moich ustach. – Idę się przebrać.
Wypuściłam ciężkie westchnienie, gdy minął mnie i zniknął w sypialni. Tłumiąc własne zmęczenie, obróciłam się na pięcie i ruszyłam do kuchni. Nie miałam dziś wieczorem najmniejszej ochoty na gotowanie. Moje stopy bolały, a moja energia była całkowicie wyczerpana. Ale zdusiłam w sobie frustrację, ponieważ poprosił, a pomyślałam, że domowy posiłek może pomóc nam w odzyskaniu więzi.
Wyciągnęłam garnki i patelnie, których metaliczny brzęk odbił się echem w cichej kuchni. Postawiłam garnek z wodą do zagotowania i zaczęłam dusić sos pomidorowy, podczas gdy bogaty zapach czosnku i ziół wypełnił powietrze. Nie spieszyłam się z nakładaniem spaghetti, upewniając się, że wygląda apetycznie, i ostrożnie nalałam dwa kieliszki czerwonego wina, którego głęboki karmazynowy płyn wirował w kryształowym szkle.
Kiedy Oscar wyłonił się z sypialni w dresach, wymusiłam jasny uśmiech.
– Kochanie, kolacja gotowa.
– Pachnie świetnie. – Uśmiechnął się przelotnie, wchodząc do kuchni.
– Wybierz jakiś film – powiedziałam, wskazując na salon i podając mu talerz. – Nie mogę się zdecydować, co obejrzeć.
– Nie dziś – odpowiedział, biorąc ode mnie jedzenie. – Leci mecz piłki nożnej. Chcę zamiast tego obejrzeć mecz.
Mój uśmiech zniknął. Ciepło ulotniło się z mojej klatki piersiowej, zastąpione przez pusty chłód. Stałam tam, wpatrując się w niego. Ugotowałam ten cały posiłek wyłącznie dla jego korzyści, mając nadzieję, że spędzimy intymny wieczór, a on od niechcenia odrzucał mój wysiłek dla meczu.
– Serio? – zapytałam, a z moich ust uciekł gorzki chichot.
– To tylko na dziś, kochanie.
Nawet nie spojrzał na moją twarz. Chwycił talerz, wszedł prosto do salonu i opadł na kanapę. Głośny ryk komentatorów sportowych wypełnił mieszkanie, zamazując spokojną ciszę, którą tak pielęgnowałam zaledwie godzinę temu.
Stałam nieruchomo przy kuchennym blacie, z palcami zaciskającymi się na krawędzi marmurowej powierzchni. Mój apetyt zniknął natychmiast, zastąpiony mdłym uściskiem w żołądku. Mój kieliszek wina stał nietknięty obok pustego talerza. Nie obchodził go film. Nie obchodziło go wspólne posiedzenie. Chciał po prostu zostać nakarmiony.
Poruszając się na autopilocie, owinęłam talerz folią spożywczą, wsadziłam go do lodówki i przeszłam prosto obok salonu, wycofując się do naszej sypialni.
Kilka minut później drzwi sypialni się otworzyły. Oscar wszedł do środka z zaciśniętą szczęką. Skrzyżował ramiona na piersi, przyjmując postawę obronną.
– Nie zjadłaś – stwierdził.
– Nie jestem głodna.
– Byłaś głodna pięć minut temu – odparował, a jego ton przesiąknięty był irytacją.
Westchnęłam, masując skronie. – Cóż, teraz nie jestem.
Stał w milczeniu przez kilka sekund, po czym potrząsnął głową. – Chodzi o to, że oglądam mecz, prawda? Dlaczego zawsze przesadzasz i robisz coś takiego?
Odwróciłam się gwałtownie, zdumiona samą czelnością jego słów. – Co masz na myśli mówiąc „robisz coś takiego”?
– To! – Wskazał na mnie gestem. – Odmawiasz jedzenia tylko dlatego, że chciałem obejrzeć mecz w spokoju. Robisz z igły widły.
Wpatrywałam się w niego, a krew we mnie zaczęła się gotować. Przeinaczał sytuację, by zrzucić winę na mnie.
– Masz czelność obwiniać mnie za sytuację, którą sam stworzyłeś? – zażądałam odpowiedzi.
Jego oczy się rozszerzyły, jakbym właśnie oskarżyła go o przestępstwo. – Ja? Jak niby to moja wina?
Podeszłam bliżej, zniżając głos, ale nasycając go jadem. – Ponieważ nie chciałam dziś wieczorem gotować. Zrobiłam to i tak, ponieważ mnie o to poprosiłeś. Najmniejsze, co mogłeś zrobić, to wykazać się podstawową uprzejmością, by usiąść i zjeść ten posiłek ze mną. Zamiast tego wziąłeś swoje jedzenie i spławiłeś mnie dla ekranu telewizora.
Oscar parsknął, podnosząc ręce do góry. – Uprzejmością? Jakiego oficjalnego związku od nas oczekujesz?
– Ciszej – błagałam, zerkając w stronę ściany. – Ivy śpi.
– A co mnie to obchodzi? – warknął, a jego głos stał się głośniejszy. – To ty robisz tu scenę z powodu talerza makaronu!
Spojrzałam mu w oczy i zdałam sobie sprawę, że nigdy nie ustąpi. Odmawiał spojrzenia na sytuację z mojej strony, a ja odmawiałam poświęcenia snu mojej córki tylko po to, by wygrać pyskówkę z ceglanym murem. Stara wersja mnie zostałaby i walczyła do samego, gorzkiego końca, ale nie mogłam zrobić tego Ivy.
– Dobrze – krzyknęłam szeptem, a wyczerpanie ostatecznie złamało mojego ducha. – Przepraszam, że chciałam, abyśmy spędzili ze sobą wartościowy czas. Zostawiam ci ten pokój.
Odwróciłam się do niego plecami, wyszłam za drzwi i skierowałam się prosto do pokoju Ivy. Wślizgnęłam się do środka i cicho zamknęłam za sobą drzwi, podczas gdy spokojna ciemność zaoferowała mi natychmiastowe schronienie przed napięciem promieniującym na korytarzu.
Podeszłam do łóżka i usiadłam na brzegu materaca. Ivy spała rozciągnięta, z lekko otwartymi ustami, cicho pochrapując pod kocami. Delikatnie naciągnęłam kołdrę na jej ramiona, a moje dłonie drżały.
Gdy tak siedziałam, obserwując śpiącą córkę, znajomy, przerażający lęk osiadł głęboko w mojej klatce piersiowej. Ściany pokoju wydawały się zaciskać wokół mnie. Potarłam klatkę piersiową, walcząc o oddech przez to przytłaczające, duszące uczucie, że trwanie w tym związku z Oscarem było kolejnym gigantycznym błędem w moim życiu.
















