Przysięgam na pieprzony księżyc, jeśli dzisiaj pójdzie źle jeszcze chociaż jedna rzecz, pęknę i zabiorę kogoś ze sobą.
Jestem spóźniona. W autobusie śmierdziało potem i rozczarowaniem. A moje buty są całkowicie przemoczone od wejścia w cholerną kałużę, którą wszechświat tak łaskawie umieścił tuż przed budynkiem. Więc teraz człapię korytarzem jak utopiony szczur kanałowy, próbując udawać, że tu pas
















