Kto to może do cholery być? Zaczynam wierzyć, że Bogini naprawdę zsyła ludzi po to, by rujnować moją relację z Malakaiem.
Jakby czytając w moich myślach, kierowca patrzy na mnie w lusterku wstecznym, uśmiechając się. – To pan Conway – mówi tonem, jakim zazwyczaj wspomina się o pogodzie.
– Bennett? Mój szef? – pytam, a on przytakuje. Co on tu robi w c—
Nie mam nawet czasu tego przetrawić, zanim ene
















