Bramy cytadeli zatrzaskują się za mną.
Nie w przenośni. Nie w poetycki, symboliczny sposób. Nie, one, kurwa, dosłownie się zatrzaskują. Zimne żelazo. Głośny brzęk. I ja, stojąca na zewnątrz jak wyrzucona groupie, która odważyła się marzyć o czymś za wielkim.
Kurwa.
W uszach dzwoni mi zbyt głośno od tego, jak mocno szlochałam zaledwie sekundy temu. Kolana mi się trzęsą, żwir wpija się w skórę, gdy
















