Nie pamiętam, abym się ruszyła. W jednej sekundzie stałam tam, sparaliżowana po chaosie, a w następnej już biegłam.
Drzwi skrzydła szpitalnego pojawiają się w zasięgu wzroku, ale zaraz obok nich dwóch wojowników stada, ze skrzyżowanymi na piersiach rękami, jak dwa meble przykręcone do podłogi. Mój oddech jest nierówny, serce wali jak młot, gdy napieram naprzód, ale ich sama obecność wystarczy, by
















