Suka uśmiecha się drwiąco, jakby już wygrała.
Mam ochotę zetrzeć ten uśmiech z jej twarzy i wepchnąć go prosto do jej chirurgicznie poprawionego gardła.
Puls tętni mi w uszach — gorący, gęsty, ogłuszający — zagłuszając brzęk kieliszków szampana, cichy szmer plotek i krążących wokół dziennikarzy. Powietrze cuchnie drogimi perfumami i bogactwem — sztuczne, duszące.
Zbiera mi się na wymioty.
Powinnam
















