Przysięgam, jeśli jeszcze jedna osoba spojrzy na mnie, jakbym była jakimś pieprzonym zranionym szczeniakiem, to rzucę się do balii z praniem.
W pralni śmierdzi wilgotnym materiałem i tanim detergentem, takim, który szczypie w nos, gdy wciągnie się powietrze zbyt mocno. Sterta brudnych ubrań przede mną to gigantyczny nieład potu, piżma i złych życiowych wyborów. Szoruję koszulę tak agresywnie, że k
















