Dla zainteresowanych: mamy pieprzony piątek.
Mam na sobie sukienkę „sztywnej suki”, która kończy się jakieś dziesięć centymetrów pod moimi pośladkami — sukienkę jak dla dziwki, jeśli tak to nazywają.
Gdyby ktoś upuścił długopis, po moim schyleniu się zobaczyłby cały „Nowy Świat” Aladyna. Moje szpilki mają dziesięć centymetrów, a włosy są upięte w niesforny kok w stylu „bierz mnie”. Niczego nie żał
















